Kredyty frankowe furorę zrobiły kilkanaście lat temu. Faktycznie były one kredytami złotówkowymi. Ich konstrukcja sprawiała, że klient otrzymywał od banku określoną kwotę w złotych polskich i kwotę tę powiększoną o koszty bankowe spłacał również w złotych polskich. Szkopuł w tym, że wysokość jego zobowiązania poprzez indeksację lub denominację powiązana była z kursem franka. Indeksacja to przeliczenie kwoty kredytu w polskich złotych na franki szwajcarskie, a w przypadku denominacji kredyt od razu jest wyrażony we frankach, ale na podstawie wnioskowanej sumy w złotych polskich.

Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej