– Do środy 31 lipca do godziny 16 moje życie było jeszcze normalne. Odebrałam Olka ze żłobka i dogadaliśmy się, że idziemy na lody, ale przez biuro spółdzielni, bo mam tam zaległe papiery do podpisania. W spółdzielni chciałam na formularzu podać numer konta, loguję się więc na bankową apkę i widzę zajęcie komornicze (?!?). Oprócz kredytu hipotecznego nie mam żadnych zobowiązań, rachunki płacimy na czas, zamurowało mnie – opowiada ponuro pani Aleksandra Barańska z Chorzowa.

Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej