Przedsiębiorcy od lat zwracają uwagę na to, że jest czymś niepojętym, aby każdy, kto prowadzi firmę, płacił jednakową, stałą składkę na ZUS. Dziś jest to 1232,16 zł, w tym ok. 320 zł to składka zdrowotna. I niezależnie od tego, czy zarabiamy 100 tys. zł, czy 1 tys. zł. Ba! ZUS płacić trzeba nawet wtedy, gdy mamy stratę!

Mateusz Morawiecki jeszcze jako wicepremier postanowił z tym skończyć. Zaplanował uzależnienie składki od przychodu. Im mniejszy przychód, tym mniejsza składka. Przedsiębiorca z 200 zł miesięcznego przychodu miał zapłacić zaledwie 32 zł na ZUS. Przy 1 tys. zł przychodu składka miała wynieść 160 zł.

Zaprotestowała jednak minister pracy Elżbieta Rafalska. Jej zdaniem zmiana mogłaby radykalnie obniżyć wpływy do ZUS-u i budżet państwa musiałby zwiększyć dotacja na wypłaty emerytur i rent.

Ostatecznie więc pomysł upadł. Morawiecki nie pogodził się jednak z porażką. Gdy został premierem, nakazał zająć się zmianą przepisów minister przedsiębiorczości i technologii Jadwidze Emilewicz.

Pozostało 83% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej