Po cichu, w tle budzącego emocje unijnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych (RODO) rząd próbuje przepchnąć ustawę o ochronie danych osobowych przetwarzanych w związku z zapobieganiem i zwalczaniem przestępczości, która może mieć skutki przeciwne dla ochrony danych. Chodzi o wdrożenie unijnej dyrektywy policyjnej. Projekt ustawy, który przedstawiło Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji, mocno odbiega od zaleceń Unii Europejskiej.

Dyrektywa miała poprawić współpracę między państwami Unii, w tym zapewnić bardziej skuteczną współpracę wymiarów sprawiedliwości w sprawach karnych oraz współpracę policji państw UE. Dyrektywa miała też wzmocnić prawa osób, których dane w związku z prowadzonymi postępowaniami mają specsłużby. Nie tylko podejrzanych, ale także ofiar czy świadków. – Dyrektywa miała wzmocnić pozycję obywateli wobec organów ścigania i służb, m.in. przyznając im prawo do informacji, że byli przedmiotem zainteresowania ze strony służb, i możliwość złożenia skargi na inwigilację – tłumaczy Wojciech Klicki, prawnik z fundacji Panoptykon działającej na rzecz wolności i ochrony praw człowieka w społeczeństwie nadzorowanym.

Pozostało 82% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej