Właśnie mija pół roku od wprowadzenia ustawy o sukcesji. Miała ona w założeniach rozwiązać problem osób prowadzących firmę na podstawie wpisu do Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej (CEIDG). Obecnie jest tam zarejestrowanych 2 mln przedsiębiorców, z czego 60 proc. stanowią firmy rodzinne, które zatrudniają ok. 50 proc. pracowników w całej gospodarce. Połowa zarejestrowanych ma ponad 44 lata, a co dziesiąty jest już po sześćdziesiątce. Tych, którzy ukończyli 65 lat, jest już 228 tys.

Niestety przyszłość ich firm jest jedną wielką niewiadomą. Dlaczego? Bo po śmierci właściciela, gdy przedłuża się postępowanie spadkowe (zwłaszcza gdy jest kilku spadkobierców), w firmie nie ma komu podejmować decyzji. Między innymi z tego powodu co miesiąc z ewidencji gospodarczej wykreślanych jest 800 firm.

Ustawa o sukcesji pozwala ten problem rozwiązać. Przewiduje bowiem możliwość utworzenia instytucji zarządcy sukcesyjnego.
Zarząd sukcesyjny to forma tymczasowego zarządu przedsiębiorstwem po śmierci przedsiębiorcy. Taki zarząd ma pozwolić firmie przetrwać najtrudniejszy okres.
- Do CEIDG wpisano już blisko 7 tys. zarządców sukcesyjnych, z czego w 365 przypadkach sprawowany jest zarząd sukcesyjny, a więc przedsiębiorca zmarł i kierowanie firmą już przejął zarządca - mówił w piątek na konferencji podsumowującej działanie nowego prawa Marek Niedużak, wiceminister przedsiębiorczości i rozwoju.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej