W biznesie jestem od wielu lat. Moje spółki zajmują się hurtowym handlem produktami rolnymi (pszenicą, jęczmieniem itp.), częściami zamiennymi, sprzętem elektrycznym, sprzętem i maszynami dla potrzeb rolnictwa, odzieżą roboczą oraz tekstyliami. Współpracuję z kontrahentami z Chin (także Hongkongu), Niemiec, Stanów Zjednoczonych, Turcji.

Teraz postanowiłem zatrudnić ludzi i rozwinąć działalność w Polsce. I bardzo tego żałuję. Zaraz bowiem po otwarciu biznesu prokuratura, powołując się na ustawę o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu, uznała dokonywane przez moje spółki transakcje za podejrzane.

Ale najbardziej przerażające w tym wszystkim jest, że do dziś nie wiem, co oni mi zarzucają. Na wszystko bowiem mam dokumenty, faktury, wszystko legalnie zostało zarejestrowane. Tyle że to nikogo nie obchodzi. Efekt jest taki, że doprowadzili mnie do ruiny.

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej