Małgorzata z Bydgoszczy pojechała 10 listopada do Berlina na zakupy z mężem i dziećmi. Rodzina zrobiła tradycyjną rundę po Alexanderplatz: Primark, C&A, TK Maxx. Jak co roku spodnie, bluzy, kurtki, skarpetki okazały się tańsze niż w Polsce i do tego lepszej jakości. W drodze powrotnej bydgoszczanie zatrzymali się w niemieckim Lidlu. I zostali zaskoczeni.

Tajemniczy klienci odwiedzają Lidl

Obserwacje klientów – że w Niemczech jest taniej – potwierdza badanie przeprowadzone przez agentów platformy TakeTask specjalnie na zamówienie „Wyborczej” metodą „tajemniczego klienta” (sklepy nie były uprzedzane o wizytach agentów).

Badacze skanowali produkty w miastach podobnej wielkości, po stronie niemieckiej było to Görlitz, po polskiej – oddalony o niespełna 100 km Jawor (Dolnośląskie). Do analizy – co istotne – zostały wybrane produkty dostępne zarówno w polskich, jak i niemieckich sklepach Lidla. Mają dokładnie te same kody kreskowe EAN. To zaś oznacza, że muszą mieć identyczny skład. W sumie porównaliśmy 86 produktów. Są to wyroby marek własnych sieci sprzedawane praktycznie w całej Europie, np. produkty regionalne z różnych krajów.

Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej