Polskim rynkiem win rządzi stereotyp opisany w piosence: „Tanie wino jest dobre, bo jest dobre i tanie. Więc pijemy je cały czas. Tanie wino jest dobre, bo jest dobre i tanie, a na inne, niestety, nie stać nas". Czyli jak Polka albo Polak idzie kupić wino, to raczej nie droższe niż za 20–30 zł. Czyli półwytrawne i tanie.

Za to sięgamy po nie coraz częściej.

– Szacuję, że w 2017 roku cały rynek wina przekroczył 2,5 mld zł. To wzrost o jakieś 6 punktów procentowych w porównaniu z 2016 – twierdzi Robert Ogór, prezes Ambry, największego w Polsce producenta, importera i dystrybutora win.

Jego zdaniem wino to branża rozdrobniona, wzrost rynku nie jest więc napędzany wydatkami koncernów. A mimo to rośnie szybciej niż branże zdominowane przez globalnych gigantów...

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej