Czy zakaz handlu w niedzielę to dobry, czy zły pomysł – nie ma na chwilę obecną znaczenia. PiS go wprowadził, i to jest fakt.

Pierwsza niedziela z zamkniętymi sklepami przypada już 11 marca. Kolejna 18 marca.

Wiele osób o tym jednak... nie wie. Z sygnałów dochodzących do "Wyborczej" wynika, że klienci myśleli, że zakaz wchodzi w życie z początkiem marca. Dlatego niektóre sklepy zostały wyczyszczone z towaru już w sobotę 3 marca. W tym tygodniu sytuacja się powtórzy, tylko na większą skalę.

Sieci i centra handlowe mają już pierwsze szacunki, jak rozłoży się w nich ruch po wprowadzeniu zakazu. 20 proc. ruchu z niedzieli przypadnie na piątkowy wieczór, 60 proc. na sobotę, a 20 proc. na poniedziałek rano.

Osobiście państwa obsłużę

Nadal (w każdą niedzielę) będzie można wyskoczyć po zakupy do sklepu na rogu, na swoim osiedlu. Będą otwarte te punkty, w których sprzedaje osobiście „przedsiębiorca będący osobą fizyczną”, a pomagać w obsłudze klientów może mu rodzina. Ustawa na to pozwala. Czyli podstawowe produkty spożywcze będzie można kupić nie tylko w małych niezależnych sklepikach (jeśli oczywiście się na otwarcie tego dnia zdecydują), ale też choćby w Żabkach.

Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej