Ten rok jest prawdopodobnie ostatnim, w którym płacimy ok. 200 zł za wyprodukowaną w elektrowniach megawatogodzinę prądu. Nikt nie ma też złudzeń, że koszty stałe doliczane do rachunków za prąd (dziś ok. 400 zł do każdej megawatogodziny) utrzymają się na dotychczasowym poziomie. Na podwyżki wpływ będą miały coraz droższy węgiel oraz opłaty za to, że spalające go elektrownie emitują do powietrza miliony ton dwutlenku węgla (CO2).

– Trzeba wziąć także pod uwagę trwające i planowane wielomiliardowe inwestycje w źródła wytwarzające prąd i system jego przesyłu. Dotąd większe inwestycje odkładaliśmy na później, co przyjdzie nam teraz nadrobić. Na dodatek mamy problem ze szczytowym zapotrzebowaniem na energię latem, przez co ceny na giełdzie energii skaczą, a przedsiębiorcy obawiają się czasowych ograniczeń dostaw energii elektrycznej – zwraca uwagę Joanna Maćkowiak-Pandera, prezes Forum Energii, think tanku zajmującego się energetyką.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej