Smartfon zalany kawą, laptop zrzucony przez kota ze stołu – sprzedawcy kuszą  zakupem dodatkowej ochrony na wypadek takich zdarzeń. Za bagatela, 20-30 proc. wartości sprzętu. Ale gdy dochodzi do szkody, często się okazuje, że na zwrot kosztów naprawy nie możemy liczyć.

Po raporcie Rzecznika Finansowego sprzed dwóch lat ubezpieczyciele oferują coraz lepsze ubezpieczenie sprzętu elektronicznego, ale sieci sprzedaży poradziły sobie z omijaniem dobrych ofert. Przybywa problemów związanych z oferowanymi w niektórych sieciach handlowych ubezpieczeniami zagranicznych towarzystw oraz umowami usługi serwisowej.

Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej