– Pod koniec 2017 r. chcemy mieć 10 tys. mieszkań w budowie – zapowiadał rok temu prezes spółki BGK Nieruchomości, która realizuje komercyjną część flagowego projektu PiS „Mieszkanie plus”. Bilans na dziś to 402 gotowe mieszkania (w Białej Podlaskiej i Jarocinie) oraz 1103 w budowie (dane z maja). Żadne z nich nie powstaje na gruntach przejętych przez Krajowy Zasób Nieruchomości (KZN), gdzie działki pod budowę mieszkań w rządowym programie przekazywać miały m.in. Lasy Państwowe, Poczta Polska czy PKP. Rząd woli przejmować gotowe projekty z pozwoleniami na budowę na działkach samorządów. Tłumy „osób o umiarkowanych dochodach”, jak mówili politycy PiS o przyszłych najemcach, skuszonych zapowiedziami tanich czynszów i możliwością wykupu mieszkań, walą do nich drzwiami i oknami. Ale szczęśliwcy wytypowani do udziału w programie często tylko całują klamkę. Bo w oddanych do użytku inwestycjach warunki najmu nijak się mają do rządowych obietnic: że czynsze będą „umiarkowanej wielkości”, w umowach pojawi się opcja dojścia do własności, a lokale będą gotowe do zamieszkania. Oto trzy dowody:

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej