- To największa po 1989 r. operacja uwłaszczeniowa - tak opisuje likwidację użytkowania wieczystego Artur Soboń, wiceminister inwestycji i rozwoju. W dodatku wprowadzona błyskawicznie i pewnie dlatego w urzędach gmin panuje zamieszanie z papierami. 

To one otrzymały zadanie wystawienia zaświadczeń o przejściu gruntów na własność mieszkańców i zmian w księgach wieczystych.

Mieszkańcy żyjący dotąd na gruntach oddanych w użytkowanie wieczyste stali się ich właścicielami automatycznie od 1 stycznia - tak mówi ustawa. Zamiast corocznej opłaty za użytkowanie będą teraz wnosić opłatę przekształceniową, ale tylko przez 20 lat. Mogą też zapłacić całą kwotę z góry i otrzymać bonifikatę. To w zamian za uwłaszczenie.

 Opłata za użytkowanie czy przekształceniowa?

Problem w tym, że mało kto dostał już zaświadczenie o przejściu ziemi na własność. Np. w Warszawie zaledwie 2 tys. spośród 440 tys. użytkowników wieczystych. Co z resztą? Urzędnicy domagają się od nich jak co roku opłaty za użytkowanie wieczyste do końca marca, a zwłoka oznacza odsetki. Dlaczego? Bo ustawa nie reguluje, co mają robić osoby bez zaświadczenia.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej