208 budynków zamierza podłączyć w tym roku do sieci ciepłowniczej Kraków, który wypowiedział walkę kopciuchom. Już dziś ciepło systemowe i gorąca woda z sieci dostarczane są do 9225 budynków. Na razie taki sposób ogrzewania mieszkań to domena dużych miast, nad którymi górują kominy potężnych elektrociepłowni, ale przyszłość należy do mniejszych, rozproszonych zakładów na czyste paliwo.

Efekt skali

Z raportu Institute for Security, Energy and Climate Studies wynika, że ciepło sieciowe jest źródłem ogrzewania domostw głównie w miastach (59-proc. udział), podczas gdy na wsiach korzysta z niego zaledwie 4 proc. Nic dziwnego - bardziej opłaca się produkować ciepło dla większej rzeszy mieszkańców i dystrybuować na gęsto zabudowanym terenie.

- W dużych miastach ceny ciepła systemowego dla odbiorców są atrakcyjne przez efekt skali. Do ich obniżenia przyczynia się też produkcja ciepła w tzw. kogeneracji, czyli przy jednoczesnym wytwarzaniu prądu. To dla zakładu dodatkowe źródło przychodu pozwalające zaoferować odbiorcom tańsze ogrzewanie - wskazuje Andrzej Rubczyński, dyrektor ds. strategii ciepłownictwa w Forum Energii.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej