Ceny najmu rosną od kilku lat. Jeszcze w połowie 2016 roku za wynajem 50-metrowego mieszkania w Warszawie trzeba było zapłacić 2,4 tys. zł, obecnie to przeszło 3 tys. zł. Podobnie urosły ceny w Gdańsku, gdzie wynajęcie dwupokojowego mieszkania to koszt prawie 2,1 tys. zł, a jeszcze trzy lata temu stawki oscylowały w graniach 1,7 tys. zł. Nie we wszystkich miastach ceny w ostatnich latach rosły w tak dynamicznym tempie. W Krakowie na przykład urosły od 2016 roku zaledwie o 150 zł. We wszystkich jednak mniejszy lub większy wzrost był odczuwalny.

Mieszkanie szuka najemcy

Ale po latach wzrostów rynek łapie zadyszkę. W niektórych miastach liczba mieszkań na wynajem zaczyna przewyższać popyt. W efekcie najemcy mogą liczyć na spore upusty. Przekonali się o tym Robert i Katarzyna z Rzeszowa. W listopadzie ubiegłego roku chcieli wynająć 30-metrowe mieszkanie, które kupili siedem lat temu w stolicy Podkarpacia. – W ubiegłym roku zdecydowaliśmy się na kupno szeregówki. Plan był taki, że mniejsze mieszkanie zostawiamy, by z kwot uzyskanych z najmu opłacać raty kredytu zaciągniętego na kupno szeregówki. Liczyliśmy na zarobek rzędu 1,2 tys. zł miesięcznie. Rata naszego kredytu to 1,6 tys. zł. Na początku poszliśmy jednak w straty – mówi Robert.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej