Dawid był fanem hiszpańskiej reprezentacji w piłce nożnej i był nieuleczalnie chory na rdzeniowy zanik mięśni. Wyrok lekarzy przeżył o sześć lat. Na koniec ważył 10 kilo, a mimo to organizował dla dzieci wykłady o pasji kibicowania. Przed śmiercią poprosił, aby cały sprzęt rehabilitacyjny po nim przekazać najbiedniejszym i najbardziej potrzebującym.

Koncentrator tlenu dostała Ania, która musi być cały dzień i całą noc podłączona do takiego urządzenia. Ponieważ urządzenie jest przenośne, istnieje szansa, że w końcu wyjdzie na spacer. Wcześniej nie mogła się ruszyć z pokoju, a bardzo krótki wężyk od stacjonarnego koncentratora powodował, że czuła się „jak pies na krótkim łańcuszku przy budzie”. To historia podopiecznych Fundacji Dzieciom „Zdążyć z Pomocą” opisana na ich stronach.

„Nazywam się Klaudia i mam 7 lat. Urodziłam się z przepukliną oponowo-rdzeniową i wodogłowiem. Od urodzenia jestem systematycznie rehabilitowana, choć na początku było ciężko (bardzo płakałam, gdy pani rehabilitantka ze mną ciężko ćwiczyła), ale za to w wieku 3 lat, gdy dostałam mojego smyka (wózek inwalidzki), potrafiłam pokazać, na co mnie stać i w końcu byłam samodzielna”. To z kolei fragment apelu małej Klaudii opisany na stronach fundacji Słoneczko.

Pozostało 80% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej