W lipcu ubiegłego roku rząd PiS wprowadził nowy sposób rozliczania podatku VAT dla firm - split payment. Tłumacząc najprościej – zapłata firmie faktury VAT za towary i usługi może być podzielona na VAT oraz należność główną i wpłacona na dwa konta.

Mechanizm jest prosty i przynosi ogromne korzyści budżetowi. Podzielona płatność uszczelnia podatki i utrudnia życie wszelkiej maści przekręciarzom.

– Pozwala z jednej strony na zabezpieczenie budżetu państwa przed ryzykiem nieodprowadzenia VAT przez dostawcę, z drugiej zaś strony uwalnia kontrahentów od ryzyka uwikłania w schematy zmierzające do wyłudzenia tego podatku – zachwala resort. Nieco na wyrost.

Lekarstwo dla budżetu bywa bowiem wyjątkowo gorzkie dla przedsiębiorców. Zwłaszcza takich, którzy miewają problemy z płynnością finansową.

– Mam fakturę za beton: 1 mln + 230 tys. zł (VAT). Czyli 1,23 mln zł – tyle płacę dostawcy – opowiada przedsiębiorczyni z Warszawy. – Za beton – ponieważ sprzedaję go deweloperowi – wystawiam fakturę: 1 mln zł (nie ma VAT między deweloperem a mną – obowiązuje tu odwrotne obciążenie, żeby nie było oszustwa). Czyli ja zapłaciłam 1,23 mln zł – otrzymałam za sprzedaż tego towaru 1 mln – i występuję do urzędu skarbowego o zwrot nadwyżki VAT, właśnie te 230 tys. zł. Czekam na to 60 dni! Od dnia złożenia. Czyli finansuję skarb państwa 60 dni – narzeka właścicielka firmy.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej