We wtorek 30 października Trybunał Konstytucyjny miał zbadać zgodność z konstytucją rządowej ustawy o tzw. likwidacji limitu składek.

PiS jeszcze w ubiegłym roku postanowił sięgnąć głębiej do kieszeni Polaków zarabiających powyżej 10 tys. zł miesięcznie. Rząd chce, aby najbogatsi płacili składki emerytalne przez cały rok. Dziś przestają je odprowadzać po przekroczeniu w danym roku pułapu zarobków – ok. 120 tys. zł brutto, czyli ponad 10 tys. zł brutto miesięcznie. Nie muszą płacić, bo ich emerytura i tak będzie się liczyć od 30-krotności średniej pensji. Ten próg to rodzaj bezpiecznika – ma chronić system emerytalny przed wypłacaniem zbyt wysokich emerytur, na które państwa nie będzie stać.

Pomysł PiS-u zakłada, że rząd będzie mógł zabrać składki najbogatszych Polaków już dziś (ponad 5,5 mld zł rocznie), a o ewentualne skutki w postaci kosztownych wysokich emerytur będą musieli się martwić inni, rządzący Polską za 10-20 lat.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej