Na poniedziałkowe dane GUS czekało 8 mln polskich emerytów i rencistów, którzy od 1 marca mają mieć waloryzowane świadczenia.

O wysokości waloryzacji decydują dwa wskaźniki: inflacja w gospodarstwach emeryckich (czyli podwyżki cen towarów, które głównie kupują emeryci) i nie mniej niż 20 proc. realnego wzrostu płac (czyli podwyżki, które dostają pracownicy) z roku poprzedzającego waloryzację. Już w styczniu GUS ogłosił, że inflacja emerycka wyniesie 1,8 proc.

Aby wyliczyć podwyżkę, potrzebne były więc jeszcze dane o wzroście wynagrodzeń. I w poniedziałek o godz. 10 GUS podał, że wzrost płac osiągnął 5,1 proc.

Tyle że po godzinie dane... zmienił. Wzrost płac nagle zmienił się z 5,1 proc. na 5,3 proc.

- To dla mnie niepojęta rzecz - mówi Łukasz Wacławik, specjalista od ubezpieczeń społecznych. - Takie rzeczy nigdy nie powinny się zdarzać, bo to powoduje, że ludzie tracą zaufanie do państwa i państwowych urzędów. Przez takie pomyłki można odnieść wrażenie, że ogłaszane dane nie opierają się na rzeczywistych wskaźnikach gospodarczych, ale są ustalane według jakiegoś widzimisię urzędników - dodał.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej