Od 1 marca matki, które wychowały czwórkę dzieci, mogą dostać emeryturę minimalną (1100 zł brutto). - To nasz wkład w pomoc kobietom - zachwalał, prezentując obietnice w ubiegłym roku, premier Mateusz Morawiecki.

Świadczenie uzyskają zarówno osoby, które nigdy nie pracowały, jak i te, które pracowały, ale zbyt krótko (np. tylko cztery-pięć lat), aby wypracować kapitał do emerytury minimalnej.

Pierwszym państwo miało sfinansować całą emeryturę, drugim dopłacić różnicę do wysokości najniższego świadczenia.

Teraz okazuje się jednak, że emerytury dla matek rząd nie nazywał emeryturami, ale „rodzicielskimi świadczeniami uzupełniającymi”. A skoro tak, to matki nie będą traktowane jako emerytki i nie będą miały takich samych przywilejów jak inni seniorzy. 

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej