- Właśnie się okazuje, po co rządowi była potrzebna reforma OFE. Premier tłumaczył, że Polacy na niej zyskają, a okazuje się, że stracą. Postanowiono bowiem, że setki tysięcy emerytów straci dopłaty do emerytur minimalnych. To oznacza dla nich biedę na starość - mówi dr Łukasz Wacławik, specjalista od ubezpieczeń społecznych.

O co chodzi?

Oszczędności w otwartych funduszach emerytalnych ma 15,8 mln Polaków, którzy łącznie odłożyli 162 mld zł. Na każdego średnio przypada więc ok. 10 tys. zł. 

W połowie kwietnia premier Mateusz Morawiecki ogłosił ostateczną likwidację OFE. Teraz każdy będzie miał wybór, czy te pieniądze przekazać na prywatne indywidualne konta emerytalne (IKE) po "potrąceniu" przez budżet państwa 15 proc. opłaty przekształceniowej, czy w 100 proc. wpłacić do ZUS.

PiS napisał w ustawie, że liczy, iż 80 proc. Polaków wybierze IKE, dzięki czemu rząd zyska 19,5 mld na opłacie.

Pozostało 82% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej