"Nadają się tylko do tego, by robić nimi zakupy w okolicy” - taka opinia w innej firmie i w innych ustach pewnie przeszłaby bez echa. Ale w Toyocie na lata ugruntowała sceptycyzm wobec elektrycznych aut. Wyraził ją bowiem Takeshi Uchiyamada - prezes firmy i „ojciec Priusa”, najważniejszego modelu w historii Toyoty.

Ośmielona jego sukcesem postanowiła nie ulegać trendom, lecz je wyznaczać. Inni wprowadzają diesle? To my hybrydy. Auta elektryczne? My wodorowe.

Nawet akumulatory stosuje inne: nie litowo-jonowe, lecz niklowo-wodorkowe, ze względu na większą żywotność.

Prąd – nie, wodór - tak

Toyota planowała zignorować wywołaną przez Teslę elektryczną rewolucję - choć sama ma na koncie „elektryka”, model RAV 4 EV (powstało 2,5 tys. sztuk, by spełnić flotowe normy emisji obowiązujące w Kalifornii), choć opracowała go właśnie z pomocą Tesli (która przejęła jej fabrykę we Freemont), choć miała udziały w firmie Elona Muska - to jednak uparcie odcinała się od jego wizji motoryzacji. Miała własną.

Pozostało 83% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej