Najgorszy był rok 2012. Wówczas zbankrutowało kilkanaście touroperatorów, niwecząc wypoczynek tysięcy Polaków. Dziś upadłości biur podróży to rzadkość. Zdarzają im się za to wpadki.

Trzy doby na samolot do kraju czekało ponad 200 klientów TUI, którzy w środę mieli wylecieć z Dominikany. Ci, którzy mieli tam dopiero dotrzeć, po kilkudziesięciu godzinach oczekiwania na lotniskach w Poznaniu i Warszawie dowiedzieli się, że ich rejsy odwołano. Powód? Oficjalnie - awaria samolotów.

Pozostało 89% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej