Więcej to kawiarnia w Gdyni. Właśnie bierze udział w konkursie "Gastronom Wybrzeża" na najlepszy nadmorski lokal.

- Do pracy przyszłam 30 czerwca w charakterze kelnerki. Szefowa obiecała mi umowę zlecenie i 10 zł na rękę. To moja pierwsza praca, więc się zgodziłam - mówi P.

Jak opowiada, na początku do pracy przychodziła na parę godzin dziennie wdrożyć się, potem zaczęła pracować dłużej. 

- 10 lipca musiałam jechać z powodów rodzinnych do Krakowa, dwa dni wcześniej poprosiłam o wolne - tłumaczy P. - Szefowa się zgodziła, ale kiedy wróciłam, usłyszałam, że ucina mi z pensji 150 zł, bo przeze mnie lokal był nieczynny przez dwa dni. Wtedy wypłaciła mi 380 zł za ponad 70 godzin pracy, mówiąc, że powinnam się cieszyć. 

CZYTAJ TAKŻE: Płaca minimalna nie jest dla wszystkich

Za miesiąc pracy należy się maksymalnie 600 zł

P. mówi szefowej, że chce się zwolnić. Ma usłyszeć, że to niemożliwe, bowiem powinna złożyć dwutygodniowe wypowiedzenie i musi zostać w pracy do końca umowy - do 31 lipca.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej