Praca zdalna, bez konieczności codziennego odwiedzania siedziby firmy, to korzyść nie tylko dla pracownika, ale i pracodawcy – począwszy od zmniejszenia kosztów wynajmu i utrzymania powierzchni biurowych, przez zadowolenie i większą wydajność pracowników. Dla rodziców niepełnosprawnych dzieci i inwalidów to niemal zbawienie – dzięki elastycznemu trybowi pracy mogą łączyć pracę zawodową z opieką nad dzieckiem lub własną rehabilitacją, a dla przedstawicieli wolnych zawodów – dostosowanie pory i miejsca pracy do możliwości twórczych.

Rzecz w tym, że pracodawcy niezbyt chętnie zgadzają się na ten sposób wykonywania obowiązków. Boją się, że pracownik pozbawiony bezpośredniej kontroli stanie się mniej wydajny. I choć fakty temu przeczą, o zgodę na pracę w systemie zdalnym wcale nie jest łatwo. Po części dlatego, że pracodawcy nie wiedzą, jak spełnić wyśrubowane przepisy bhp dotyczące telepracy. Wszak w dobie szybkiego internetu pracownik nie musi siedzieć za biurkiem, ale może pracować z pomostu nad jeziorem lub na ławce w parku. Jak wtedy sprawdzić, czy miejsce pracy jest bezpieczne i nie grozi wypadkiem? Dlatego organizacje pracodawców postulują, by zmienić nieżyciowe, przestarzałe przepisy przy okazji nowelizacji kodeksu pracy. Na razie jednak na wielką nowelizację prawa pracy się nie zanosi.

Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej