Trzeba zacząć od tego, że ofiarami molestowania seksualnego najczęściej padają kobiety. Ale zdarzają się też mężczyźni, którzy skarżą się na przykład na napastliwe szefowe.

Wielu się wydaje, że molestowanie seksualne to przysłowiowe klepanie w pośladki lub chwytanie za piersi. Ale to nie wszystko. Mogą to być sprośne dowcipy, dekorowanie ścian biura, szafek pracowniczych, wspólnych toalet kalendarzami lub fotografiami roznegliżowanych kobiet, dwuznaczne uwagi dotyczące wyglądu, pozornie pieszczotliwe zdrobnienia („Pozwól do mnie, kotku/laleczko/cukiereczku”), krępujące rozmowy o seksie, wysyłanie maili o erotycznej treści, naruszanie przestrzeni osobistej, nagminne zaglądanie przez ramię i wdychanie zapachu naszych perfum.

Lecz i to nie koniec. Molestowaniem są też obraźliwe komentarze o postępowaniu z kobietami (np. „jak chłop żony nie bije, to jej wątroba gnije”), lekceważące uwagi o ich ograniczeniu umysłowym (słynne dowcipy o blondynkach), zniewagi lub przekleństwa.

Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej