Styczeń. Rok zaczął się podwyżką płacy minimalnej - do 2100 zł brutto na etacie oraz 13 zł i 70 gr na umowach cywilnoprawnych, stopą bezrobocia na poziomie 6,9 proc. i przeciętnym wynagrodzeniem w wysokości 4589 zł brutto, czyli 3260 zł na rękę. Jeśli jednak ktoś liczył, że to okres sprzyjający zmianom w prawie pracy, w kolejnych miesiącach srogo się rozczarował. 

Już w lutym Rada Ministrów przyjmuje - z pominięciem konsultacji społecznych - projekt wprowadzający w życie nowy typ umowy cywilnoprawnej - umowę o pomoc, która pozwala na zatrudnianie w rolnictwie poniżej stawki minimalnej. Nie pomógł nawet rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar, który w wystąpieniu do resortu pracy apelował, że stawką minimalną są objęci nawet więźniowie. Nowy typ umowy wszedł w życie latem.

Marzec i kwiecień, czyli cuda z nowym kodeksem pracy. Choć powołana przez resort rodziny i pracy ekspercka komisja kodyfikacyjna pisała go przez 1,5 roku, a ministerstwo wydało na jego powstanie ponad 1 mln zł, kiedy komisja przedłożyła 14 marca gotowy projekt, już po kilkunastu dniach PiS - bez zapoznawania się z projektem i ustami rzeczniczki Beaty Mazurek - poinformował, że wkłada go do zamrażarki, czyli tam, gdzie znajduje się już kilka podobnych propozycji. 

Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej