Historia rozmów rządu z poszczególnymi grupami zawodowymi budżetówki układa się według tego samego schematu. Związkowcy występują z petycją o zwiększenie wynagrodzeń. Poszczególni ministrowie mówią: „nie damy, bo nie mamy”. Wtedy następuje oflagowanie budynków i zapowiedź protestów. I pieniądze się znajdują.

W ten sposób rządowi udało się już ugasić kilka pożarów. Jednak nie na długo. Wiosną do walki o podwyżki szykują się kolejne grupy.

Nauczyciele

Chyba najwięcej emocji wywołują podwyżki dla nauczycieli.

Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej