Warszawa Powiśle, grodzone osiedle. Żeby dostać się do altanki śmietnikowej, trzeba najpierw przedrzeć się przez leżący na chodniku rozerwany worek ze śmieciami. Wiadomo, nie każdy może poświęcić cenny czas, by otworzyć drzwiczki i umieścić worek w kontenerze na odpady zmieszane. W którym i tak te mokre (resztkowe) wymieszane są z tymi, które należało oddzielić i wrzucić do kontenera na surowce wtórne. Kto by sobie zawracał głowę segregacją. W internetowych grupach ekologicznych można znaleźć setki podobnych przykładów. Stare szmaty w kontenerze na odpadki bio, obierki po ziemniakach w pojemniku na szklane butelki. Przecież każdy dobrze wie, że „śmieciarka i tak wszystko miesza, więc całe segregowanie idzie na marne”.

 A w Japonii? Źle posegregowanych odpadów śmieciarka po prostu nie zabierze. Mieszkańcy mają do dyspozycji przezroczyste worki, więc od razu widać, co w nich jest. Kto się pomyli, naje się wstydu. A to w Kraju Kwitnącej Wiśni dostateczny powód, by się starać.

 Wygrana wojna z odpadami

 Mieszkańcy skrupulatnie segregują śmieci już w domach. Na 6 do 10 kategorii, w zależności od gminy. Podział jest inny niż w Polsce. Przede wszystkim śmieci dzieli się na te, które pójdą do spalarni (np. stare szmaty, mokry papier, zużyte pieluchy), te, które zostaną odzyskane, gabaryty oraz surowce (puszki, plastikowe opakowania, szklane butelki, papier). Odbierane są z wyznaczonego miejsca, w konkretnym dniu i o danej godzinie, i trzeba tego pilnować. Poza tym gminy zbierają dodatkowo np. zużyty olej spożywczy i butelki z kaucją.

- Kiedy prowadziłem firmę, musiałem przestrzegać zasad dotyczących segregacji odpadów i przyzwyczaiłem się do tego. Teraz to dla mnie naturalne - mówi Saburou Asari, 75-letni mieszkaniec Kioto, który, tak jak cała rodzina, stara się żyć ekologicznie. Bo wszyscy wokół tak żyją. - Nie kupuję więcej, niż potrzebuję, nie przyjmuję ulotek ani foliówek w sklepie, zamiast kupić książkę, wypożyczam ją w bibliotece - tłumaczy.

 Nic dziwnego. W Japonii każdy, od malucha do seniora, jest celem proekologicznych kampanii edukacyjnych. Szkoły i lokalne władze, przy udziale zakładów gospodarki odpadami, kładą mieszkańcom do głów, żeby ograniczać ilość wytwarzanych śmieci i prawidłowo je segregować - zgodnie z naczelną zasadą 3R - Reduce, Reuse, Recycle (redukuj, używaj ponownie, przetwarzaj). I to już przynosi rezultaty. Ilość wytwarzanych przez Japończyków odpadów spadła. W Kioto od 2000 roku udało się zredukować masę odpadów o 49 proc., przy 1,5 mln mieszkańców i ok. 50 mln turystów rocznie. Jeszcze bardziej imponuje sukces jednego z największych miast świata – 14-milionowej metropolii Tokio. Pod wpływem rosnącej konsumpcji i przytłaczającej ilości śmieci władze japońskiej stolicy zapowiedziały wojnę z odpadami. Od roku 1988, kiedy ilość śmieci w metropolii osiągnęła apogeum (prawie 600 kg odpadów komunalnych rocznie na mieszkańca), do teraz odpadów jest mniej o 44 proc. (nieco ponad 300 kg rocznie). Co ważne, w tym samym czasie PKB Japonii rosło - z niecałych 25 tys. dol. per capita w 1988 r. do prawie 39 tys. w 2016 (dane Banku Światowego). Co prawda japońska gospodarka już nie rozwija się tak szybko jak jeszcze kilkanaście lat temu, ale nadal jest jedną z największych na świecie. Dla porównania: według oficjalnych danych z Eurostatu przeciętny Polak wytworzył w 2016 r. 307 kg śmieci. Ale ich ilość urosła w latach 1995-2016 o prawie 8 proc.

 O wygranej wojnie Japończyków z odpadami świadczą dobitnie dane, ale również widać ją gołym okiem. Na ulicach japońskich metropolii panuje czystość, o jakiej w Polsce możemy na razie tylko pomarzyć.

- Lokalne władze dążą do tego, żeby sprzedawcy nie pakowali nadmiernie produktów, nie wręczali bezpłatnych reklamówek, i wywierają nacisk na firmy, żeby jeszcze więcej odpadów odzyskiwać. Ale jesteśmy wciąż na początku tej drogi - zaznacza prof. Misuzu Asari z Uniwersytetu w Kioto, która bada gospodarkę odpadami.

 Czystość musi kosztować

 Rzeczywiście, idealnie nie jest. W porównaniu z polskimi standardami w Japonii przytłacza nadmiar opakowań. W każdym sklepie półki uginają się od pojedynczych produktów osobno zapakowanych w plastik. Dania instant, dziesiątki maleńkich plastikowych buteleczek z napojami, pojedyncze owoce, a nawet pojedyncze ugotowane na twardo jajka. Napój w kartonie dodatkowo owinięty jest folią. Kupując kilka pamiątek, można mieć pewność, że każda z nich zostanie zapakowana w ozdobny papier, a potem wszystkie razem - w bezpłatną foliówkę. To element japońskiej mentalności - nie wypada dać drugiej osobie „gołego” przedmiotu.

Japonia. Owoce zapakowane pojedynczo w folię to normaJaponia. Owoce zapakowane pojedynczo w folię to norma Martyna Mroczek-Kowalik

Japonia. W sklepie spożywczym kupić można np. jedno jajko ugotowane na twardo zapakowane w plastikowe pudełkoJaponia. W sklepie spożywczym kupić można np. jedno jajko ugotowane na twardo zapakowane w plastikowe pudełko Martyna Mroczek-Kowalik


Chodzi o to, że Japończycy zdali sobie sprawę z problemu i na poważnie zabrali się do jego rozwiązywania. Z jednej strony - edukując obywateli i skłaniając ich do redukcji śmieci i recyklingu, a także wprowadzając odpowiednie ustawy o gospodarce odpadami, a z drugiej - budując niezwykle efektywny system gospodarki odpadami.

Podstawę stanowią spalarnie śmieci - działa tam dwa tysiące pieców, czyli najwięcej na świecie. Z nich pochodzi znaczna część energii elektrycznej i cieplnej wykorzystywanej w kraju. W Japonii ponad 70 proc. odpadów komunalnych wędruje do spalarni. Dla porównania: w Polsce to ok. 13 proc., a średnia w Unii Europejskiej wynosi 27 proc. Do recyklingu trafia ok. 20 proc. odpadów. Niektóre osiedla są wręcz wyposażone w zsypy, do których mieszkańcy wrzucają śmieci palne, a te są zasysane prosto do spalarni. Takie instalacje buduje np. zakład Ariake, najstarsza (uruchomiona w 1995 r.) działająca spalarnia spośród wszystkich w CAT23, czyli instytucji skupiającej 23 tokijskie gminy. - Najdłuższa droga, jaką pokonuje śmieć od zsypu do pieca, to dwa kilometry - chwali się reprezentujący zakład Marushi Ma. Instalacja działa 24 godziny na dobę, przetwarzając dziennie 400 ton odpadów. W połowie utrzymuje się ze sprzedaży wytworzonej energii, a w połowie - z budżetu miasta.

 Ale oczywiście nic nie jest za darmo. Koszt zagospodarowania tony odpadów w Polsce to około 600-900 zł, podczas gdy w Japonii wynosi w przeliczeniu 1800 zł, z czego 900 zł odzyskują Japończycy ze sprzedaży energii ze spalania odpadów. - Oznacza to, że z jednej strony będziemy musieli pogodzić się z koniecznością większych wydatków na zagospodarowanie tego, czym śmiecimy wokół - średnio w tej chwili dopłaty do tony odpadów wynoszą maksymalnie 50 zł od producentów i od mieszkańców razem. Ale  z drugiej strony pokazuje, że sprawna organizacja tych procesów pozwala na zwrot znacznej części tej inwestycji. W Japonii gospodarka odpadami finansowana jest z podatków. Dzięki temu Japończycy żyją w czystym kraju, nie zdając sobie sprawy, ile ich tak naprawdę ta czystość kosztuje. U nas jest inaczej – za odpady pobierane są dodatkowe opłaty. Zmiana w tym zakresie zmniejszyłaby opór społeczny i usprawniła przepływy finansowe gwarantujące efektywność - uważa dr Katarzyna Michniewska, dyrektor zarządzająca firmy M&M Consulting, która została mianowana ambasadorem protokołu z Kioto w Polsce.

 Japońskie wyzwania: popiół, żywność, elektrośmieci

 Przedstawiciele japońskich spalarni podkreślają, że termiczna obróbka pozwala zmniejszyć objętość odpadów do 5 proc. „wsadu”. Produktem ubocznym spalania jest żużel, który można sprzedać firmom produkującym kruszywa drogowe, ale też popiół, z którym nie ma co zrobić - musi być składowany. Znikają za to składowiska nieprzetworzonych śmieci. Niektóre z nich są zamieniane np. na pola golfowe i parki. Dzięki coraz lepszym technologiom wydłuża się też ich żywotność i zmniejsza uciążliwość dla otoczenia. - Nasze składowisko będzie wykorzystywane jeszcze przez 50 lat i na tym koniec. Nowych nie będzie - mówi Yoko Nakamura z Central Breakwater Outer Landfill Site, zakładu zarządzającego składowiskiem odpadów z Tokio. - W Japonii nie ma już miejsca na składowanie śmieci. Dlatego teraz stawiamy na redukcję ilości śmieci i zasadę „3R”.

 Wyzwaniem jest dla Japończyków także ograniczenie marnowania żywności - do koszy trafia 17 mln ton resztek jedzenia rocznie (w Polsce – 9 mln ton, przy trzykrotnie mniejszej liczbie mieszkańców). Stamtąd wędrują do spalarni. Ale to ma się zmienić, bo władze intensywnie promują ograniczenie wyrzucania. Powstają też zakłady, które taką żywność przetwarzają. Producenci, sklepy, hurtownie i branża gastronomiczna mają obowiązek przekazać do przetworzenia od 50 do 95 proc. niewykorzystanej żywności (w zależności od branży). Firm, które ją przerabiają, jest w Japonii 178. Jedna z nich to tokijskie Alfo, które przetwarza dziennie od 30 do 50 ton resztek. Taka żywność jest najpierw miażdżona i dokładnie suszona, następnie gotowana w gorącym oleju, co zapewnia dezynfekcję. Potem olej jest ponownie oddzielany (także zostanie sprzedany - jako paliwo grzewcze), a sucha masa zostaje skompresowana i przerobiona na proszek. Z tego powstaje Alfomeal - pasza, którą kupują producenci drobiu. To inna filozofia niż ta, którą promuje Komisja Europejska – w Japonii nie tworzy się kompostu.

 Piętą achillesową Japończyków są też elektrośmieci. Większość gmin nie prowadzi punktów ich zbiórki, takich jak polskie PSZOK-i (punkty selektywnej zbiórki odpadów). Od czasu do czasu samorząd przypomina mieszkańcom, by zużyte baterie i świetlówki zanosili do sklepów, w których kupują nowe. Tylko że markety nie mają obowiązku ich przyjąć, więc odmawiają. - Mieszkańcy trzymają wiele starych sprzętów całymi latami w domu i to jest duży problem - podkreśla prof. Misuzu Asari. Jeśli chodzi o sprzęt typu pralki czy lodówki, to zgodnie z przepisami stare urządzenia oddaje się do sklepu przy zakupie nowych. Klient musi ponieść opłatę recyklingową, w przeliczeniu wynoszącą ok. 100 zł.

Producenci zaczęli też wpisywać w swoją działalność ekologiczną filozofię - tak robi np. Panasonic, który w Panasonic Eco Technology Center odbiera zużyty sprzęt z gospodarstw domowych, odzyskuje z niego materiały i ponownie wykorzystuje je do produkcji nowych urządzeń. Najpierw sprzęt demontowany i oczyszczany jest ręcznie, potem kruszony i szczegółowo oddzielany przez automaty na podstawie cech materiałów, takich jak waga czy kolor. W każdym nowym telewizorze czy lodówce ok. 17 proc. materiałów pochodzi z odzysku i odsetek ten ma rosnąć. - Już na etapie projektowania tworzymy urządzenia tak, by jak najłatwiej można było je później przetworzyć - zapewnia prezes zakładu Hiroki Kono.

Przetwarzanie zużytego sprzętu w Panasonic Eco Technology CenterPrzetwarzanie zużytego sprzętu w Panasonic Eco Technology Center Martyna Mroczek-Kowalik

 W kolejnym odcinku projektu #Ekodziałania napiszemy o tym, jak Tokio poradziło sobie ze śmieciami, a jak Kioto – i dlaczego w japońskich miastach jest tak czysto?