Przedsiębiorcy podlegają ustawowemu obowiązkowi odzysku i recyklingu opakowań. Jeśli go nie realizują, płacą do budżetu państwa opłatę produktową. Producenci muszą przestrzegać zasady „zanieczyszczający płaci”, czyli jeśli wprowadzają na rynek produkty w opakowaniach, to powinni zapłacić za ich odzysk i recykling na odpowiednim poziomie.

Gospodarka o obiegu zamkniętym

Ale to za mało. Komisja Europejska dąży do wprowadzenia gospodarki o obiegu zamkniętym (GOZ), która z założenia oszczędza i maksymalizuje wartość wykorzystywanych zasobów. Dotychczasowa tzw. gospodarka linearna opiera się na zasadzie „weź - wyprodukuj - zużyj - wyrzuć”. W podejściu GOZ, jeżeli odpad już powstanie, powinien być traktowany jako surowiec wtórny i wykorzystany do ponownej produkcji. To oznacza większą odpowiedzialność nałożoną na producentów. Obecnie tzw. rozszerzona odpowiedzialność producenta (EPR) wprowadzona jest w odniesieniu do opakowań, pojazdów wycofanych z eksploatacji, zużytego sprzętu elektrycznego i elektronicznego, opon oraz baterii i akumulatorów. Zgodnie z koncepcją GOZ producent powinien nie tylko być zobowiązany do zebrania i zagospodarowania odpadów, ale też do takiego projektowania i produkowania produktu, by można było dłużej korzystać, a potem zagospodarować powtórnie.

W Polsce Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii stworzyło projekt mapy drogowej transformacji w kierunku GOZ i 22 stycznia przekazało do uzgodnień międzyresortowych i konsultacji publicznych. Dokument ten to propozycje implementacji unijnej koncepcji GOZ na poziomie krajowym. Stanowi on część rządowej Strategii na Rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju. Przy czym nie jest to dobra wola resortu, ale wymóg unijny. Bułgaria, sprawująca aktualnie prezydencję w UE, postawiła sobie za cel uchwalenie pakietu dyrektyw o GOZ do połowy 2018 r. Od tego momentu Polska będzie miała tylko 18 miesięcy na przyjęcie krajowej ustawy.

 Usprawnić system

By dojść do gospodarki o obiegu zamkniętym, trzeba zagospodarować jak największą ilość odpadów komunalnych poprzez recykling. To z kolei wymaga, aby odpady były zbierane selektywnie i były dobrej jakości - czyli czyste i oddzielone od innych.

Dodatkowym problemem jest kwestia, kto zapłaci za wywóz i utylizację śmieci komunalnych. Teraz jest tak: konsumenci ponoszą koszty wywozu odpadów komunalnych organizowanego przez gminy – pieniądze te są przekazywane przez mieszkańców do budżetu gminy (opłata śmieciowa), a ta opłaca i organizuje odbiór odpadów. Ale ilość wytwarzanych śmieci nie wpływa na wysokość opłaty. Zależy ona od liczby lokatorów w mieszkaniu, powierzchni nieruchomości lub ilości zużywanej wody. - W konsekwencji osoba żyjąca w dużym domu według minimalistycznej koncepcji Zero Waste zapłaci więcej niż osoba prowadząca nieekologiczny styl życia w małym mieszkanku. Naturalnie budzi to sprzeciw i nie motywuje do redukcji ilości wytwarzanych odpadów - uważa dr Katarzyna Michniewska, prezes firmy Eko Cykl, największej w Polsce organizacji odzysku opakowań.

Przedsiębiorcy płacą też organizacjom odzysku opakowań, a te przekazują część pieniędzy do recyklerów - osób, które zajmują się przetwarzaniem odpadów na skalę przemysłową - a część na edukację ekologiczną (to w ramach tzw. rozszerzonej odpowiedzialności producenta). Ten system celowo uzależnia wysokość opłat od masy generowanych odpadów, ma jednak pewne mankamenty. - Wymaga wzmocnienia pozycji rzetelnych organizacji odzysku opakowań i określenia minimalnej kwoty opłaty za DPR (dokument potwierdzający recykling), jaką organizacje będą przekazywać do recyklera - podkreśla dr Michniewska. - Szacuje się, że koszt zagospodarowania jednej tony odpadów waha się w przedziale od 600 do 900 zł i co najmniej na takim poziomie dopłaty powinny być przekazywane. Z racji tego, że rynek surowców wtórnych jest mechanizmem gospodarki wolnorynkowej i ceny surowców zależne są chociażby od ceny baryłki ropy naftowej czy blokad importu i eksportu – taka ingerencja zabezpieczająca pokrycie kosztów recyklingu jest niezbędna - dodaje.

Jest ona autorką rozwiązania, które rozszerza unijną koncepcję GOZ - połączenia rozszerzonej odpowiedzialności producenta z opłatami od mieszkańców. Chodzi o to, żeby producenci dążyli do wytwarzania opakowań jak najłatwiejszych w recyklingu. Za te trudne - np. wielomateriałowe - musieliby uiszczać opłatę. Wymagałoby to innego podziału opakowań - według ich wpływu na środowisko.

W grupie opakowań o wysokiej szkodliwości znalazłyby się np. naczynia jednorazowe, laminaty, blistry, kubki po kawie itp. i ona byłaby najdroższa. Im mniejsza szkodliwość, tym taniej. Dzięki temu również producent miałby wpływ na ponoszone koszty, w odpowiedni sposób wykorzystując ekoprojektowanie - wyjaśnia dr Michniewska.

Zgodnie z tym pomysłem konsument ponosiłby opłatę w cenie produktu. Byłaby ona uzależniona od stopnia szkodliwości dla środowiska. Czyli ten, kto kupuje dużo niepotrzebnych produktów, będzie płacił za zaśmiecanie środowiska i czuł to dotkliwie finansowo, co powinno go motywować do zmiany nawyków. Ten, kto nie generuje „trudnych” odpadów, poprzez obniżenie ceny produktów będzie nagradzany za to, że nie zaśmieca otoczenia.

W 2014 r. zebrano w Polsce 10,3 mln t odpadów komunalnych, z czego recyklingowi poddano tylko 2,1 mln t, kompostowaniu 1,1 mln t, przekształceniu termicznemu 1,5 mln t, a składowaniu najwięcej - aż 5,4 mln t.