Przynajmniej jeden kredyt bankowy spłaca już co czwarty z nas. Niektórzy mają ich na karku kilka lub nawet kilkanaście. W "Gazecie" opisywaliśmy emeryta ze Szczecina, który wziął aż 14 kredytów na kwotę 60 tys. zł. Nigdy ich nie spłaci, bo ma 800 zł emerytury.
Zadłużenie Polaków w bankach rośnie lawinowo - sięga już 250 mld zł. W czterech ostatnich latach niemal się potroiło. Z danych banków wynika, że zalegamy już ze spłatą rat ponad 12 mld zł!
Rocznie oddajemy bankom kilka miliardów złotych odsetek. Mogłyby zostać w naszych kieszeniach, ale wędrują do banków, które są gotowe wcisnąć nam gotówkę od ręki. Wystarczy pokazać dowód i podpisać umowę.
Tak dzieje się nadal, mimo całego biadolenia na banki. Bo banki faktycznie nie dają kredytów firmom, ale klientom indywidualnym - równie chętnie jak przed kryzysem. Bo na tym się zarabia.
Nie będę namawiał, by nie brać kredytów. Sam mam dwa. Czasami inaczej się nie da. Ale wiem też, że nie każdy kredyt jest niezbędny. Często pożyczasz pieniądze, choć mógłbyś przez kilka miesięcy oszczędzać i kupić coś za własne pieniądze. Byłoby taniej.
Bo kredyt kosztuje. Czasem nie zdajesz sobie sprawy jak dużo.
Zaczynamy w "Ludziach i pieniądzach" cykl o oszczędzaniu. Na początek przyjrzyjmy się kredytom, bo zawsze stoimy przecież przed wyborem: kredyt czy oszczędzanie.
ZRÓB SOBIE FINANSOWY PSYCHOTEST 1. Każdy kredyt jest zły? Nie! Jeśli kupujesz na kredyt coś, na co musiałbyś oszczędzać przez pół życia - np. mieszkanie - to OK. Nawet jeśli wszystkie odsetki, różnice kursowe (o ile pożyczyłeś w walucie), opłaty i prowizje dodane do rat sprawią, że mieszkanie na kredyt kosztuje dwa razy więcej, niż gdybyś kupił je za gotówkę. Zresztą policz sam: rocznie oddajesz bankowi co najmniej 3-4 proc. odsetek od całej kwoty., w skali 20-30 lat uzbiera się z tego 80-120 proc. pierwotnej ceny mieszkania...
Albo lepiej nie licz, po co się denerwować. Za taką cenę poprawiasz sobie przecież jakość życia, bez kredytu miałbyś mieszkanie, ale na starość. Jeśli starcza ci na raty, to się ciesz.
2. Kiedy kredyt jest zły? Gdy kupujesz coś, na co cię stać. Kusi cię, żeby wziąć kredyt na telewizor, nagrywarkę DVD, aparat? Owszem, dostaniesz go natychmiast. Ale zanim uchylą się przed tobą drzwi banku, policz, ile miesięcy musiałbyś oszczędzać na to kolejne cudo. Osiem? A może pięć, jeśli trochę zaciśniesz pasa? Naprawdę nie możesz poczekać? Co nagle, to drożej, i to dużo drożej. Może nie warto?
Gdy pożyczasz za dużo. Kredyt staje się niebezpieczny, jeśli może zrujnować domowy budżet. Nigdy, przenigdy nie kupuj na kredyt, jeśli miesięczna rata miałaby przekraczać połowę twych dochodów. Jeśli zarabiasz 2500 zł, a z tego przeznaczasz 1300 zł na spłatę kredytów, balansujesz na krawędzi. Wystarczy, że bank podniesie ratę o 50 zł, pracodawca obetnie ci pensję o 100 zł albo będziesz musiał wydać kilkaset złotych na leki i jesteś ugotowany. Kredyt jest bezpieczny, gdy miesięczna rata nie przekracza jednej trzeciej dochodów.
Gdy nie masz żadnych oszczędności. Brzmi dziwnie, ale długi możesz zaciągać, dopiero gdy masz oszczędności. Bo każdy kredyt to wielka niewiadoma i trzeba mieć jakieś rezerwy, by w razie choroby, utraty pracy itp. choćby część pieniędzy oddać bankowi od ręki. I zredukować miesięczne raty do minimum. Poza tym kredyt człowieka oszczędnego jest tańszy - bank mniej sobie policzy za swoje ryzyko.
Menedżerowie mawiają, że lepiej wyłożyć na inwestycję pieniądze banku niż swoje. Własna kasę radzą trzymać, by mieć poduszkę finansową. Jeśli np. masz na lokacie 5000 zł, a chcesz kupić wypasioną plazmę, która kosztuje mniej więcej tyle samo, to przynajmniej częściowo kup ją na kredyt. To lepsze, niż się spłukać. Finansiści nazywają to dbaniem o płynność finansową. Bo "cash is the king" (gotówka jest królem).
Gdy panicznie się boisz. Są takie przypadki, że ktoś po wzięciu kredytu nie może spać po nocach, wciąż zerka na kursy (jeśli kredyt jest walutowy), wylicza raty itp. To nie ma sensu. Jeśli z powodu kredytu masz żyć w stresie - lepiej odmów sobie tej czy innej przyjemności.
3. Ile naprawdę kosztuje kredyt? Zdarzają się - coraz rzadziej, ale jednak - kredyty, które nie kosztują... nic. Tę miłą cechę mają raty "zero procent" (o ile nie ma w nich haczyka!) oraz kredyty 50:50 oferowane przez dilerów samochodów. Kredyt w karcie kredytowej też jest darmowy, o ile spłacisz go w 50 dni. Ale najczęściej kupując coś na kredyt, przepłacasz.
Kredyt na samochód: pożyczasz 40 tys. zł na pięć lat, przy oprocentowaniu 10 proc. rocznie. Oddasz bankowi ok. 52 tys. zł. Auto kosztuje 12 tys. zł więcej! Tyle że z samochodem jest jak z mieszkaniem, inaczej musiałbyś oszczędzać latami, chodząc na piechotę.