Z ostatnich danych firmy InfoMonitor, która zbiera dane o niespłacanych na czas zobowiązaniach Polaków, wynika, że już grubo ponad 1,9 mln z nas tkwi w spirali długów. Nie płacą w terminie za prąd, gaz, nie spłacają rat kredytowych. Jedną z takich osób jest pani Ania, której problem zaczął się niewinnie - od kredytu ratalnego na zakup mebli. Raty były znośne, ale kiedy rok temu pracodawca obciął jej premię, budżet domowy przestał się dopinać.
Na szczęście pani Ania miała w portfelu dwie karty kredytowe, które banki przyznały jej niemal na piękne oczy. Do tej pory były niepotrzebne, ale sytuacja się zmieniła i pani Ania zaczęła intensywnie korzystać z przyznanych limitów kredytowych. Nasza czytelniczka ani się obejrzała, a limity w kartach były wykorzystane "pod korek". Wszystko przez chorobę dziecka i drogie leki, które trzeba było wykupić w aptece. Pieniędzy nie starczyło na spłatę kart.
Jak na złość zaczął się kryzys finansowy i banki, które wcześniej same wciskały klientom karty kredytowe, nagle zaczęły zwijać interes. Jeden z banków wypowiedział pani Ani umowę kredytową, unieważnił kartę, zaś dług zamienił na zwykły kredyt ratalny. Nasza czytelniczka przez pewien czas go spłacała, ale kosztem innych zobowiązań - przestała regulować rachunki za telefony komórkowe i kablówkę.
Kiedy drugi z banków wypowiedział jej umowę na kartę, sytuacja stała się dramatyczna. Pani Ania miała do uregulowania co miesiąc raty trzech kredytów ratalnych (jeden na meble i dwa powstałe po likwidacji kart). Chciała wziąć kredyt konsolidacyjny i skupić raty w jednym banku, tańszym. Niestety, ponieważ miała trzy miesiące zaległości w opłatach za telefon, operator telekomunikacyjny zgłosił ją na czarną listę niewypłacalnych dłużników. Drzwi do jakiegokolwiek nowego kredytu bankowego się zamknęły.
Teraz nasza czytelniczka ze zmiennym szczęściem negocjuje z bankami prolongatę kredytu lub rozłożenie rat na dłuższy okres. Już nawet nie pamięta, że źródłem jej kłopotów była zaledwie jedna nierozważna decyzja, podjęta w emocjach i na chybcika - o zaciągnięciu zbyt dużego, jak się później okazało, kredytu ratalnego na zakup mebli. Ale tak, niestety, zwykle zaczynają się kłopoty finansowe - od jednego, czasem nawet niedużego kredytu. Kiedy zdarzy się coś nieprzewidzianego, cała konstrukcja domowego budżetu zaczyna się walić jak domek z kart.
Czy to oznacza, że należy unikać zaciągania kredytów? Oczywiście, że nie! Wszystko jest dla ludzi, nawet kredyty. Ale zanim podejmiesz decyzję o tym, by iść do banku po pieniądze, uporządkuj domowe finanse, ustal, na jak wysokie zadłużenie cię stać, i wybierz możliwie najtańszy, a zarazem elastyczny kredyt. Jak się do tego wszystkiego zabrać? Oto garść naszych rad.
Zrób bilans otwarcia Żeby w ogóle móc planować domowy budżet, musisz wiedzieć, co masz po stronie majątku, co po stronie zobowiązań, a także jakie są twoje comiesięczne przepływy pieniędzy. Weź kartkę i podziel ją na trzy części. W pierwszej wpisz wszystkie oszczędności (o ile w ogóle je masz): lokaty, inwestycje w fundusze inwestycyjne, pieniądze na czarną godzinę. W drugiej wpisz swoje długi: pożyczki od rodziny, wykorzystane limity debetu na koncie i kredytu na kartach, kredyty ratalne, gotówkowe, na samochód. Pomiń kredyt hipoteczny, bo to trochę inny rodzaj zadłużenia. Obok każdego z długów wpisz ratę, którą co miesiąc musisz spłacać. W trzeciej wpisz miesięczne dochody, ale bez premii i dodatkowych wpływów - tylko to, co jest pewne.
Sprawdź, na co wydajesz pieniądze Większość z nas nie planuje wydatków, więc nic dziwnego, że pieniądze przeciekają nam przez palce. Czas z tym skończyć. Przez miesiąc zbieraj paragony i zapisuj swoje wydatki - osobno na żywność, osobno na inne rzeczy (kosmetyki, chemię, odzież). Swoje miejsce na liście powinny mieć wydatki na transport (bilety, paliwo) oraz te medyczne (leki, lekarze). No i wydatki na przyjemności. Podlicz wszystko. W ten sposób poznałeś najbardziej elastyczną część domowego budżetu.
Obok wpisz listę rat różnych długów, które spłacasz, i zsumuj wszystkie. W trzeciej wpisz wszystkie stałe rachunki: telefon, prąd, gaz, czynsz, telewizja kablowa, internet... Teraz dwie operacje rachunkowe.
Porównaj trzy obliczone przed chwilą części wydatków ze stałymi dochodami. Jeśli wydatki są wyższe od dochodów, trzeba będzie działać. Jeśli nie - jest dobrze, ale... też nie spoczywaj na laurach. Twój budżet jest dobrze skonstruowany nie wtedy, kiedy z trudem się dopina, ale wtedy, kiedy pozwala na oszczędności, bez których nie ma co mówić o bezpiecznych rodzinnych finansach.
Teraz sprawdź, jaką część wydatków (procentowo) stanowią zadłużenie i stałe rachunki. Jeśli jest to grubo ponad połowa wszystkich wydatków, to w jednym z kolejnych kroków powinieneś przyjrzeć się bliżej właśnie tej części budżetu. Jeśli większość stanowią wydatki "na życie", to właśnie im trzeba będzie się przyjrzeć.
Wydawaj mniej, zetnij raty kredytów Jeśli wyszło ci, że w budżecie masz strukturalny deficyt (wydatki wyższe od dochodów), to pewnych wyrzeczeń nie da się uniknąć. Wpisz na boku, o jaką kwotę powinieneś ściąć wydatki, by odpowiadały dochodom (a najlepiej - by budżet miał jeszcze z 10 proc. luzu).
Zrób przegląd stałych rachunków. Nie ma się co oszukiwać: większość z nich jest nie do ruszenia. Ale być może są jakieś wydatki, które można ograniczyć? Rezygnacja z płatnych kanałów telewizyjnych, obniżenie abonamentu telefonicznego... Jeśli nie chcesz bawić się w drobne oszczędności, po prostu zrezygnuj z najmniej potrzebnej usługi.
Wprowadź limity na wydatki bieżące. Przyjrzyj się przez mikroskop wszystkim elementom wydatków ze szczególnym uwzględnieniem tych na żywność i inne artykuły oraz - niestety - na przyjemności. Policz, ile średnio wydajesz dziennie na każdą z tych kategorii, i załóż, że od najbliższego miesiąca spróbujesz ograniczyć te wydatki np. o 10 lub 20 proc. W praktyce wygląda to tak, że zapisujesz sobie, ile dziennie możesz wydać na żywność, artykuły przemysłowe oraz przyjemności, a potem sprawdzasz rzeczywiste wydatki. Jeśli jednego dnia przekroczysz limit, następnego musisz ograniczyć wydatki. Po miesiącu, dwóch miesiącach zobaczysz, że to działa. Będziesz wydawać mniej. Pomyśl o restrukturyzacji zadłużenia. To dość skomplikowane, ale zwykle bardzo przydatne posunięcie. Celem jest redukcja wysokości comiesięcznych rat, by nie zabijały stabilności domowego budżetu.
Jeśli masz jakiekolwiek pieniądze na boku, użyj ich do redukcji swego zadłużenia. Możesz np. spłacić nimi najdroższy z kredytów (z reguły jest to kredyt gotówkowy lub na karcie kredytowej). Ale uwaga: nie pozbywaj się wszystkich zaskórniaków (długi długami, ale płynność finansowa też jest bardzo ważna). Do zalepiania dziury w budżecie użyj np. połowy z nich.
Jeśli masz kredyty gotówkowe lub ratalne, poproś bank, by rozłożył ich spłatę na dłuższy okres. Będziesz musiał zapłacić wyższe odsetki, ale comiesięczna rata się obniży. A to twój najważniejszy cel. Kredyty na kartach zamień na ratalne. Coraz więcej banków umożliwia rozłożenie na raty kredytów na kartach. Kredyt ratalny jest tańszy, więc zaoszczędzisz na odsetkach.