Leszek Kostrzewski, Piotr Miączyński: Czterem milionom Polaków brakuje składek na koncie emerytalnym. Nie dosłali do ZUS-u dokumentacji o zarobkach, stażu z dawnych zakładów pracy. Mówią, że mają czas...
Jolanta Louchin, dyrektor Archiwum Państwowego Dokumentacji Osobowej i Płacowej w Milanówku: Nie mają.
Firmy nie działają - jak w PRL-u - po 40-50 lat. Znikają z rynku, prywatyzują się, zmieniają siedziby. Dokumentacja pracownicza staje się balastem, którego chcą się pozbyć.
Pracownik myśli, że jak kończy pracę i dostaje świadectwo pracy, to nic więcej nie potrzebuje. A gdy przychodzi do ZUS-u po emeryturę, okazuje się, że na tym świadectwie nie ma pieczątki firmowej, nie ma podanych zarobków. I jest problem.
Wtedy przychodzi po pomoc do archiwum. I co, pomoże mu pani? - W tym półroczu otrzymaliśmy przeszło 3 tys. listów z prośbą o odszukanie dokumentów. Często są to pisma typu: "Nazywam się Jan Kowalski, proszę dostarczyć mi całą moją dokumentację pracowniczą z okresu zatrudnienia 1960-1987". Człowiek nie podaje zawodu, stanowiska pracy, ba, nawet nazwy zakładu. Myśli, że wszyscy jesteśmy zarejestrowani w jednym wielkim komputerze i wystarczy na klawiaturze wpisać nazwisko, a komputer wypluje informacje, gdzie i co w przeszłości robił. Nie, takiego komputera nie mamy.
Ale na jakąś pomoc Kowalski chyba może liczyć? - Przychodzą osoby zrozpaczone. Sytuacje są dramatyczne. Umiera ojciec rodziny, jedyny żywiciel. Dzieci, żona chcą wystąpić o rentę rodzinną i proszą nas o znalezienie dokumentów.
Piszą osoby wybierające się na emeryturę. Ostatnio miałam taki list: "1 września przechodzę na emeryturę i w związku z tym proszę mi dostarczyć wszystkie moje dokumenty pracownicze". Nawet jeżeli mamy te dokumenty, to jest fizycznie niemożliwe, aby w dwa miesiące je odszukać, skopiować i odesłać. Zwłaszcza jeśli dotyczy to dokumentacji więcej niż jednej firmy.
Ile potrzebujecie czasu? - Minimum pół roku. Najważniejsza sprawa to ustalenie, gdzie są akta pracownika. Nawet jeżeli uda się namierzyć, gdzie i kto je przechowuje, to jest problem z uzyskaniem kopii i odpisów. W ubiegłym roku przejęliśmy akta od prywatnej firmy z Podkarpacia, która przechowywała w swoich magazynach dokumenty ponad 120 zakładów.
Firma zbankrutowała i wszystkie akta przewieziono do wynajętego na wsi kurnika. Zrzucono papiery na beton i przez 4 lata ani osoby prywatne, ani sądy pracy, ani ZUS nie były w stanie zmusić właściciela kurnika do ich wydania. Oczywiście przez te 4 lata żaden pracownik nie mógł udowodnić zarobków czy okresów zatrudnienia.
Dokumenty są w formie papierowej. Blakną? - Często są przechowywane w opłakanych warunkach. Te, które przywieźliśmy z kurnika pod Rzeszowem, były przegniłe od wilgoci. Niektóre trzeba było łopatą odrywać od betonu. Grzyb z jednej strony przywarł do betonu, z drugiej - do dokumentów. Z akt nie dało się nic odczytać, nie dało się tego w ogóle otworzyć. Jeżeli ktoś chciałby teraz kopię, to, niestety, nie dostanie. Sytuacja dotyczyła 2 km bieżących dokumentacji. Na szczęście nie wszystkie dokumenty były zniszczone w 100 proc. Piszący do nas ludzie nie zakładają, że takie sytuacje w ogóle mogą mieć miejsce.
Jak długo zakład pracy powinien przechowywać takie dokumentacje? - 50 lat. Jeżeli jest to teczka osobowa pracownika, to owe 50 lat liczy się od momentu rozwiązania umowy o pracę.
Dokumentacja płacowa (listy płac, karty wynagrodzeń) też musi być przechowywana 50 lat, ale od wystawienia dokumentu. Firma nie musi sama tego wszystkiego przechowywać. Może zlecić to innym działającym na rynku firmom. Może też oddać akta do archiwum.
Jak Kowalski ma sprawdzić, gdzie powędrowała jego teczka? Baza firm, które przechowują dokumentację pracowniczą, jest na stronie internetowej naszego archiwum: www.apdop.gov.pl. Jeżeli więc danych akt nie ma u nas, można zobaczyć, u kogo się znajdują. Baza z adresami znajduje się też na stronie www.zus.pl. Radzę także pytać w urzędach wojewódzkich, urzędach miejskich.