Jeszcze cztery lata temu we frankach szwajcarskich było wyrażonych 70-80 proc. udzielanych przez banki kredytów hipotecznych. W pierwszym półroczu 2009 r. - już tylko jedna czwarta, zaś w tym roku kredyty we frankach stały się egzotyką. W tej walucie jest zawieranych raptem 6 proc. nowych umów kredytowych. Dziś kredyty w szwajcarskiej walucie można spotkać już tylko w kilku bankach, przy czym przeważnie są one obłożone trudnymi do spełnienia przez kredytobiorcę warunkami, np. trzeba pokazać dochody trzy-, czterokrotnie przewyższające średnią krajową.
Z oferowania kredytów we frankach oficjalnie wycofał się właśnie
BRE Bank, trzecia największa grupa bankowa w Polsce. - W ciągu ostatnich trzech lat kredyty we frankach w zasadzie były w mBanku i MultiBanku niedostępne. W praktyce ubiegać się o nie mogli jedynie wybrani klienci zamożni w ramach dedykowanej oferty, a sprzedaż była marginalna. Dlatego ostateczna rezygnacja z tej waluty w ofercie jest z perspektywy banku formalnością. Jako alternatywę do kredytu we frankach mBank i MultiBank oferują od lat przede wszystkim kredyty w euro i w złotych - informuje rzecznik BRE Banku.
Jednocześnie mBank i
Multibank zaostrzają politykę kredytową. Rezygnują z oferowania kredytów - nawet tych złotowych - których wartość przekracza cenę kredytowanej
nieruchomości. Do tej pory klienci mogli liczyć w bankach BRE na kredyt z tzw. wskaźnikiem LTV sięgającym 110 proc., teraz będzie to 100 proc.
Już wcześniej kredytów w walutach obcych w ogóle nie oferował Bank Pekao, szybko wycofały się z tego BZ WBK oraz ING Bank Śląski. Jedynym wielkim bankiem, który ma w tabelach kredyty we frankach, jest PKO BP, ale też tylko w teorii, bo jeszcze niedawno standardowa marża kredytu we frankach wynosiła tam... aż 6,8 proc. Wśród banków, które wiernie stoją przy franku, są mniejsi gracze:
Deutsche Bank, Nordea, czy DnB Nord.
Banki nie chcą słyszeć o kredytach we frankach, bo sparzyły się na nich przynajmniej tak samo jak klienci, którzy co miesiąc spłacają wyższe raty. Jak wyliczyli ostatnio analitycy firmy Open Finance, przynajmniej 250 tys. kupionych na kredyt mieszkań ma wartość mniejszą, niż wynosi wartość kredytu po przeliczeniu na
złote. To dla banków problem, bo albo muszą tłumaczyć się ze słabego zabezpieczenia części kredytów KNF, albo zgłosić się do klientów po dodatkowe ubezpieczenie kredytu.
Większość banków wybiera to drugie rozwiązanie, ale jednocześnie stara się wyjść klientom naprzeciw, rozbijając dodatkowe obciążenie finansowe na raty. W mBanku klienci mogą wziąć preferencyjny kredyt gotówkowy, by spłacić nim składkę ubezpieczenia, sięgającą w większości przypadków 6-8 tys. zł. W Millennium też proponują klientom rozbicie składek na raty, choć w niektórych przypadkach jednocześnie składka idzie w górę.