Fotografia naszych zaskórniaków na koniec pierwszego półrocza, opublikowana w piątek przez firmę Analizy Online, jest jeszcze idylliczna. Wynika z niej, że oszczędności polskich rodzin osiągnęły u progu wakacji rekordową wartość 950 mld zł. Analizy Online wyliczyły, że w ciągu zaledwie ostatniego roku dorzuciliśmy do naszych zaskórniaków przeznaczonych na "czarną godzinę" dodatkowe 106 mld zł!
Z tej kwoty 44 mld zł to były nowe pieniądze na kontach w
OFE wpłacane jako składki przez naszych pracodawców. - Ponad połowa przyrostu aktywów OFE wypracowana została dzięki skutecznemu zarządzaniu pieniędzmi przez fundusze, natomiast transfer pieniędzy z ZUS to jakieś 40 proc. wzrostu naszych oszczędności w OFE - podliczył Tomasz Publicewicz, współautor raportu.
Kolejne 37 mld zł wzrostu naszych oszczędności to rosnąca góra pieniędzy w depozytach bankowych, zaś 17 mld zł - wzrost portfeli inwestycyjnych osób lokujących swoje oszczędności w akcje lub obligacje. Większość naszego rosnącego bogactwa w pierwszej części roku to "zasługa" systemu - przepisów nakazujących odciąganie części naszych pensji do OFE czy też dopisywanie przez banki odsetek od już zgromadzonych oszczędności.
W wakacje zbiednieliśmy o 20 mld zł? To już przeszłość. W lipcu i sierpniu przez rynki finansowe przetoczyła się fala spadków cen. Indeks WIG20, oddający zmiany cen akcji największych spółek zjechał z poziomu 2800 pkt na początku wakacji do zaledwie 2450 pkt, czyli stracił 12 proc. A w najgorętszym momencie paniki inwestorów miał wartość tylko 2100 pkt, co oznaczało, że z giełdy wyparowała co piąta złotówka posiadaczy akcji.
W górę poszedł za to
kurs franka - głównej waluty rozliczeniowej kredytów zaciąganych w ubiegłych latach przez polskie rodziny. W ciągu wakacji frank podrożał z 3,2 zł do poziomu ponad 3,6 zł, a przez moment kosztował nawet ponad 4,20 zł! Dziś za "szwajcara" trzeba płacić ponad 3,8 zł.
O ile zbiednieliśmy w te wakacje? Wszelkie wyliczenia są dość karkołomne, bo obarczone sporym ryzykiem błędu, ale można ostrożnie szacować, że z samych tylko funduszy emerytalnych wyparowało 4-5 proc. pieniędzy ulokowanych na giełdzie, czyli jakieś 10-12 mld zł. Poza tym w funduszach inwestycyjnych u progu lata trzymaliśmy 75 mld zł (nie licząc funduszy prowadzonych przez firmy ubezpieczeniowe), z tego co trzecia złotówka była ulokowana w akcjach. To oznacza - konserwatywnie licząc - uszczerbek kolejnych 2-3 mld zł. O jakieś 5-6 mld zł zbiednieli ci, którzy zainwestowali bezpośrednio w akcje na giełdzie, zaś ponad miliard mógł wyparować z funduszy prowadzonych przez ubezpieczycieli.
W sumie nasze oszczędności mogły, w wyniku letniej bessy, obniżyć się o co najmniej 15-20 mld zł. A straty kredytobiorców? Dwie trzecie wszystkich naszych długów hipotecznych jest wyrażone w walutach obcych, najczęściej we franku. Każde 10 groszy wyższego kursu franka względem złotego oznacza, że dług 700 tys. kredytobiorców mających takie kredyty rośnie o - bagatela - 7 mld zł. A tego lata frank podrożał o 40-60 gr.
Kto nie sprzedał, nie stracił. A kto zyskał? To wszystko oczywiście tylko teoretyczne wyliczenia. Kto nie spłacił kredytu w całości po bardzo wysokim kursie franka, kto nie sprzedał udziałów w funduszach inwestycyjnych lub nie wycofał się z akcji, ma tylko papierową stratę. Ilu oszczędzających nie wytrzymało nerwowo i wycofało się z rynku, materializując straty? Dane dotyczące sierpniowego salda wpłat i wypłat w funduszach inwestycyjnych poznamy dopiero w najbliższych dniach.
Ale już dziś przedstawiciele funduszy inwestycyjnych mówią nieoficjalnie, że są to grube miliardy. - Sierpień był najsłabszym miesiącem dla naszego TFI i prawdopodobnie całego rynku funduszy inwestycyjnych od krachu z przełomu 2008-09 r. Inwestorzy gwałtownie wycofywali środki z funduszy lokujących w akcje - przyznaje Paweł Cichoń, wiceprezes Quercus TFI.
Ale letnie załamanie cen akcji oraz niekorzystne dla dużej części oszczędzających wahania
kursów walut to jedna strona medalu. Drugą jest szansa na wyższe odsetki od góry 440 mld zł zgromadzonych w bankach. Gdyby średnie oprocentowanie tych pieniędzy wynosiło tylko 3 proc. w skali roku, to z samych odsetek będziemy latem 2012 r. bogatsi o 15 mld zł.
A w kryzysie banki zwykle odważniej licytują się o nasze pieniądze, chętniej podnosząc odsetki. Już co najmniej trzy banki oferują lokaty antypodatkowe z oprocentowaniem dającym tyle, ile standardowa lokata z podatkiem oprocentowana na 7-8 proc. Oby tylko kryzys nie zmusił nas do uszczuplania pieniędzy mieszczących się w bankowych skarbcach. Niestety, według ostatnich danych NBP sytuacja finansowa Polaków się pogarsza: wartość naszych niespłacanych na czas kredytów osiągnęła w lipcu rekordową wartość 63 mld zł. W ciągu roku wzrosła o 4,5 mld zł. A te dane nie uwzględniają przecież niezapłaconych rachunków za prąd, czynsz i telefon.