Od bankructwa amerykańskiego banku
Lehman Brothers we wrześniu 2008 r. zaczął się trwający do dziś światowy kryzys. Wczorajsze orzeczenie trybunału federalnego, czyli niemieckiego sądu najwyższego, to pierwszy wyrok tak wysokiej instancji w sprawie skutków tamtego bankructwa.
Trybunał rozpatrywał pozwy dwóch klientów banku Haspa z Hamburga, którzy w certyfikatach amerykańskiego banku utopili po 10 tys. euro. Sprawa ma ogromne znaczenie. Gdyby - jak spekulowały media - trybunał kazał wypłacić odszkodowanie, wywołałoby to lawinę podobnych wniosków. I w Niemczech, i w innych państwach.
Jednak sędzia Ulrich Wiechers orzekł, że skarżącym odszkodowanie się nie należy: - Byli dostatecznie poinformowani o ryzyku. Upadku Lehman Brothers nie dało się przewidzieć.
Ponad 40 tys. Niemców uwierzyło doradcom finansowym, że papiery Lehman Brothers to świetna lokata. To w większości ludzie starsi - średnia wieku wśród nich to 65 lat, najstarszy przekroczył setkę. Dlatego media nazywają ich "babciami Lehmana".
W certyfikatach lokowali oszczędności życia. Kupowali je zarówno w dużych bankach, np. w Commerzbanku, jak i w lokalnych kasach oszczędnościowych. O inwestowaniu, ryzyku i sytuacji w światowej gospodarce przeważnie nie mieli pojęcia - spora grupa kupiła certyfikaty w 2008 r., gdy dla ekspertów było jasne, że mający coraz większe kłopoty Lehman Brothers się chwieje.
750 mln euro
Tyle stracili niemieccy inwestorzy, którzy kupili papiery amerykańskiego banku
Gdy bank w końcu upadł, a jego certyfikaty stały się bezwartościowe, okazało się, że niemieccy inwestorzy stracili 750 mln euro. A jeszcze kilka miesięcy wcześniej doradcy zapewniali ich, że to fantastyczna lokata.
- Najbardziej dobija mnie bezczelność. Banki stać na to, by nam zwrócić pieniądze. Przez lata na nas zarabiały - mówi 71-letni Alfred Kittelberger, który co piątek wraz z innymi poszkodowanymi pikietuje oddział Commerzbanku pod Hamburgiem.
Ci, którzy potracili spore sumy, zorganizowali się i zaczęli składać pozwy, twierdząc, że banki nie poinformowały ich o ryzyku. W dwóch przypadkach, które w poniedziałek stanęły na wokandzie trybunału federalnego, sądy pierwszej instancji przyznały rację poszkodowanym, ale sądy apelacyjne pozwy odrzuciły.
Wyszło też na jaw, jak banki wyszukiwały klientów na feralne certyfikaty. Papiery Lehman Brothers wciskały tym, przy których nazwiskach był dopisek: "AD". To skrót od "alt und doof", czyli "stary i głupi". Widząc taką adnotację, doradcy inwestycyjni mieli pewność, że klient raczej nie będzie sprawdzać, w co inwestuje. Dziwnym trafem po plajcie Lehman Brothers kartoteki z adnotacjami o klientach zostały zniszczone.
Banki dobrze zarabiały. Papiery Lehman Brothers kupowały hurtem z kilkuprocentowym rabatem, a oferowały je za pełną cenę. Nabywcy nie mieli pojęcia, że bank jeszcze na nich zarabia. Ile? Tajemnica bankowa.
Wiadomo też, że ci pracownicy, którzy sprzedali najwięcej certyfikatów Lehman Brothers, jechali w nagrodę na urlop do Hiszpanii. A o prawdziwej sytuacji finansowej amerykańskiego banku dowiadywali się od przełożonych po ogłoszeniu bankructwa.
Wczorajszy wyrok oznacza, że podobnie stanie się z mniej więcej 40 kolejnymi pozwami.
- Nie odpuścimy. Będziemy protestować, aż bank odda nam pieniądze. Chyba że wcześniej umrzemy - zapewnia Alfred Kittelberger.