Jak wynika z raportu InfoDług przygotowanego przez Biuro Informacji Gospodarczej Infomonitor przez ostatnie dwa lata przybyło prawie pół miliona osób niespłacających zobowiązań na czas, ale od kilku miesięcy ich liczba się ustabilizowała. W drugim kwartale tego roku nawet nieznacznie spadła - o 21,5 tys. osób. To oznacza, że wir przeterminowanych długów nie wciąga już kolejnych konsumentów. Niestety, ci którzy weń wpadli, są w coraz trudniejszej sytuacji.
Skąd ten wniosek? Jeszcze dwa lata temu przeterminowane zadłużenie Polaków nie przekraczało 12,5 mld zł. Dziś wynosi już prawie trzy razy więcej - 32,5 mld zł! To tak jakby każdy pracujący Polak miał statystycznie 1800 zł niezapłaconych rachunków.
Dlaczego niespłacone długi rosną tak szybko?
Złe długi się kumulują. Do "Gazety" z prośbą o poradę zgłasza się coraz więcej osób, które dziś mają do spłaty po kilkadziesiąt tysięcy złotych, choć jeszcze dwa-trzy lata temu wydawało się, że ich kłopoty finansowe są błahe. Bo niespłacone kredyty puchną coraz szybciej - z powodu karnych odsetek, odsetek od odsetek, kosztów wysyłanych przez banki monitów, rachunków z działu windykacji.
Zanim sprawa trafi do
komornika, kwota do spłaty często sięga nawet kilkunastoletnich dochodów dłużnika. A to oznacza, że będzie ją spłacał do końca życia.
Z szacunków Krajowego Rejestru Długów wynika, że ok. 80 tys. Polaków ma co najmniej dziesięć kredytów i nie jest w stanie ich spłacać.
W Europie Zachodniej, Skandynawii i
USA dla nadmiernie zadłużonych ratunkiem jest prawo o upadłości konsumenckiej. Dzięki niemu wierzyciele nie mogą bez końca naliczać odsetek, a zamiast tego pod kuratelą sądów uzgadniają z dłużnikami plan spłat. W USA przez upadłość konsumencką przechodzi milion osób rocznie.
W Polsce od dwóch lat też jest taka ustawa, ale jej warunki należą do najbardziej restrykcyjnych na świecie. W kraju, w którym z długami nie radzi sobie 2 mln osób, wniosek o upadłość złożyło tylko ok. 1400, a przez gęste sito trudnych do spełnienia warunków przeszło raptem... 20.
Zgodnie z ustawą upadłość mogą ogłosić tylko osoby, które wpadły w kłopoty nie ze swojej winy (np. z powodu choroby). Ustawa nie przewiduje redukcji długu upadającej osoby, a dłużnik musi zapłacić za procedurę nawet do 20 tys. zł.
- Poprawienie upadłości konsumenckiej powinno być zadaniem nowego parlamentu i rządu - mówił "Gazecie" latem tego roku wicepremier Waldemar Pawlak z PSL.
Czasu na rzucenie zadłużonym koła ratunkowego jest mało. Idzie kolejna fala osłabienia gospodarczego, która może ostatecznie pogrążyć zadłużonych.
W kolejce stoją następni kandydaci na bankrutów: z obliczeń
Open Finance wynika, że z powodu wysokiego kursu franka szwajcarskiego wartość już 250 tys. mieszkań i domów kupionych przez Polaków za pieniądze banków jest niższa od wartości kredytów zaciągniętych na ich zakup.