Taki postulat przedstawiła w czasie poniedziałkowej konferencji
Polska Federacja Stowarzyszeń Rzeczoznawców Majątkowych (PFSRM), która skupia ok. 3,5 tys. specjalistów. Mają oni dość obwiniania ich za drastyczne podwyżki opłat.
- Czujemy się jak chłopcy do bicia - mówił prezydent Federacji Krzysztof Urbańczyk. Wyjaśnił, że olbrzymie podwyżki zazwyczaj wynikają z zaniedbań właścicieli gruntów, którzy nie aktualizowali opłat przez kilka, a czasem nawet przez kilkanaście lat.
Ponadto usługi świadczone przez rzeczoznawców majątkowych podlegają Prawu
zamówień publicznych. - Organizatorzy
przetargów jako jedyne kryterium przyjmują najniższą cenę, nie zdając sobie sprawy, że operaty dotyczące aktualizacji opłat są jednymi z trudniejszych do wykonania - tłumaczył Urbańczyk. - W większości przypadków jest to wycena
nieruchomości wirtualnej. Operat sporządzony za najniższą cenę w żadnym stopniu nie gwarantuje, że będzie wykonany solidnie i rzetelnie.
Dodajmy, że od 9 października obowiązuje nowelizacja ustawy o gospodarce nieruchomościami, która umożliwia rozłożenie podwyżki na trzy lata. Chodzi o sytuację, gdy podwyżka przewyższa dwukrotność dotychczasowej stawki. Nadwyżka zostanie wówczas rozłożona na dwie równe części. Użytkownik wieczysty zapłaci je w następnych dwóch latach.
Załóżmy, że w tym roku pan Karol zapłacił za użytkowanie wieczyste 300 zł. Jednak gmina podniosła mu tę opłatę do 1200 zł. Dzięki nowelizacji ustawy pan Karol zapłaci w przyszłym roku "tylko" 600 zł. Rok później opłata wzrośnie do 900 zł, a za dwa lata - do 1200 zł. Zatem dopiero w trzecim roku od aktualizacji wartości gruntu opłata wzrośnie do poziomu z niej wynikającego.
Wysokość opłaty może być aktualizowana (podnoszona) nie częściej niż raz na trzy lata. Poprawka PFSRM miałaby nie dopuścić do wieloletnich zaniedbań gmin z tego tytułu. Urbańczyk zwrócił także uwagę, że wspomniana ustawa daje prawo do wystąpienia o obniżkę opłaty za użytkowanie wieczyste, jeśli wartość gruntów spadła. Żeby nie narazić się na niepotrzebne koszty, najlepiej zapytać rzeczoznawcę, czy
gra jest warta świeczki. Niektórzy rzeczoznawcy podejmują się także roli pełnomocnika w postępowaniu przed urzędem.
Wiceprezydent PFSRM Krzysztof Bratkowski twierdzi, że praca rzeczoznawców jest niewdzięczna z powodu nadmiernej liczby regulacji, którym podlegają. - W swych czynnościach zawodowych rzeczoznawcy mają znikome pole manewru w zakresie własnych interpretacji sytuacji rynkowych. Tymczasem nie należą do rzadkości opinie, że rzeczoznawcy "wyceniają, jak im się podoba" - żalił się Bratkowski. Według niego problemem są również częste zmiany przepisów, np. kilkakrotnie w ciągu ostatnich lat nowelizowana była ustawa o gospodarce nieruchomościami oraz rozporządzenie w sprawie wyceny. - A i tak wiele przepisów pozostaje niejednoznacznych lub sprzecznych ze społecznymi oczekiwaniami - stwierdził. - Sytuacja taka powoduje, że w trakcie postępowań administracyjnych czy sądowych dowód w postaci operatu szacunkowego jest łatwy do podważenia. W warunkach rynkowych jest to często wykorzystywane, bowiem spory zazwyczaj dotyczą znacznych sum.
Częstym powodem konfliktów są wyceny nieruchomości przeznaczonych pod drogi publiczne.
- Właściciel nieruchomości oczekuje, że otrzyma słuszne odszkodowanie, co gwarantuje art. 21 naszej konstytucji - mówiła wiceprezydent PFSRM Barbara Katarzyna Stasiak. - Niestety, do dzisiaj w prawie polskim nie ma definicji pojęcia "słuszne odszkodowanie". W efekcie często zarzuca się nam, że źle wykonaliśmy swoją pracę.
Stasiak przyznała, że sierpniowa nowelizacja rozporządzenia w sprawie wyceny
nieruchomości i sporządzania operatu szacunkowego jest korzystna dla wywłaszczanych. Podstawą ustalenia odszkodowania jest bowiem wartość rynkowa nieruchomości, a nie gruntów wywłaszczonych lub przejętych pod inwestycje drogowe. - Istotną zmianą jest zniesienie ograniczenia w doborze właściwego tzw. podejścia wyceny. Rzeczoznawca może uwzględnić rodzaj i położenie nieruchomości, przeznaczenie w planie zagospodarowania przestrzennego oraz stan jej zagospodarowania - tłumaczyła Barbara Katarzyna Stasiak. Równocześnie zastrzegła, że w nowym rozporządzeniu znalazły się też przepisy, które mogą być zarzewiem konfliktów.
Trzeci z wiceprezydentów PFSRM Janusz Jasiński przekonywał, że rzeczoznawcom potrzebna jest silna reprezentacja, z którą będzie się liczył rząd i parlament. Stowarzyszenia nie mają w praktyce żadnego wpływu na kształt ustaw i rozporządzeń, które dotyczą tej profesji, ani na funkcjonowanie rynku tego typu usług. - Nierzetelnym rzeczoznawcom, którzy nie są członkami stowarzyszenia, możemy co najwyżej pogrozić palcem - przyznał Jasiński. Wprawdzie w Ministerstwie Infrastruktury działa komisja odpowiedzialności zawodowej, ale PFSRM od pół roku nie może doprosić się, by ta zajęła się jednym z warszawskich rzeczoznawców, który partaczy wyceny.
Federacja przygotowała więc projekt ustawy, dzięki której miałby powstać samorząd zawodowy rzeczoznawców. Przynależność w takiej izbie byłaby obowiązkowa. Według PFSRM utworzenie samorządu ma podstawę w konstytucji, która stanowi, że "w drodze ustawy można tworzyć samorządy zawodowe reprezentujące osoby wykonujące zawody zaufania publicznego i sprawujące pieczę nad należytym wykonywaniem tych zawodów w granicach interesu publicznego i dla jego ochrony".
Samorząd rzeczoznawców sprawowałby m.in. nadzór nad ich pracą (w tym dyscyplinował), reprezentował i chronił ich interesy zawodowe, opiniował projekty ustaw i rozporządzeń, polubownie rozstrzygał spory i prowadził postępowania arbitrażowe.
- Powstanie Izby Samorządu Zawodowego Rzeczoznawców Majątkowych nie ograniczy dostępu do zawodu, gdyż nadawanie uprawnień zawodowych pozostanie w gestii odpowiedniego ministra - zapewniał Jasiński. Urbańczyk przyznał jednak, że nie wszystkim rzeczoznawcom ten pomysł może się podobać. - Możemy jednak liczyć na poparcie co najmniej 3,5 tys. z ok. 3,8 tys. aktywnie działających rzeczoznawców - stwierdził.
Jasiński zapowiedział, że o wniesienie projektu do Sejmu Federacja poprosi najprawdopodobniej posłów Platformy Obywatelskiej.