Z czego składa się koszt pożyczki i jak ją porównać w kilku bankach, czym jest system scoringowy, zdolność i wiarygodność kredytowa, kilka mitów związanych z Biurem Informacji Kredytowej, plusy i minusy nowej ustawy o kredycie konsumenckim - o tym pisaliśmy w poprzednich odcinkach cyklu "Pożyczaj z głową".
Dzisiaj, w czwartym i ostatnim już poradniku z tej serii, podpowiadamy, co robić, jeśli wpadniesz w finansowe tarapaty i nie możesz pożyczki spłacać.
Znaleźć się w takiej sytuacji to nic przyjemnego, ale to nie koniec świata. Nie oznacza to jednak, że znamy jakieś cudowne rozwiązanie. To nie jest poradnik dla osób, które chciałyby się dowiedzieć, jak wziąć kredyt i go nie spłacać bez żadnych konsekwencji.
Każdy sposób wyplątania się z długów ma wady, nie każdy da się zastosować w każdym przypadku. Nie zawsze też sposób rozwiązania problemu zależy od ciebie. Często to dobra wola instytucji finansowej czy firmy windykacyjnej. Pamiętaj, że podpisałeś umowę, w której zobowiązałeś się do zwrócenia pożyczonych pieniędzy wraz z prowizjami i odsetkami. Nie możesz teraz udawać, że umowy nie ma albo straciła ważność, bo w trudnej sytuacji znalazłeś się nie z twojej winy: zachorowałeś, wyrzucili cię z pracy itd.
Ale treść umów można negocjować. W każdym razie im więcej będziesz wiedział na temat sposobów rozwiązania twojego problemu, tym większa szansa powodzenia.
Mądry przed szkodą
Zacznijmy jednak od profilaktyki, czyli zapobiegania kłopotom finansowym. Nie chcemy prawić morałów typu: "trzeba było myśleć, zanim się wzięło kredyt". Chcemy zwrócić jednak uwagę na coś, co może być ratunkiem, gdy wpadniesz w tarapaty. Chodzi o tzw. ubezpieczenia spłaty kredytów. Jeśli spłacasz pożyczkę, a właśnie straciłeś pracę, miałeś wypadek lub ciężko zachorowałeś, w pierwszej kolejności sprawdź, czy przypadkiem wraz z pożyczką nie wykupiłeś ubezpieczenia.
Coraz więcej banków dołącza takie polisy niemal automatycznie. Ich wykupienie jest często warunkiem uzyskania kredytu. W niektórych bankach polisa jest obowiązkowa np. dla osób starszych.
To, że posiadanie polisy gdzieś ci umknęło, to nic nadzwyczajnego. Każdy przecież wie, jak Polakom idzie czytanie umów i regulaminów. Nie robimy tego w ogóle albo pobieżnie. Wielu z nas bardziej absorbuje pytanie, czy zgodzić się na to, by bank mógł przetwarzać nasze dane do celów marketingowych niż to, co jest najważniejsze - warunki kredytu, na które godzimy się, podpisując umowę.
W takiej sytuacji nic dziwnego, że polisa mogła "gdzieś się zapodziać". Jeśli jednak okaże się, że jesteś jej szczęśliwym posiadaczem, być może będzie ona lekarstwem na twoje finansowe problemy. Może, ale nie musi.
Z założenia tego typu polisy mają dawać ci bezpieczeństwo i komfort spłaty pożyczki. Banki przekonują, że jeśli coś złego ci się stanie - śmierć, wypadek, ciężka choroba, utrata pracy - spłatę kredytu weźmie na siebie firma ubezpieczeniowa. Oczywiście ubezpieczenie kosztuje - nawet 10-20 proc. pożyczanej kwoty, czyli przy tysiączłotowej pożyczce może to być nawet 200 zł.
Czy polisa warta jest swojej ceny?
Może okazać się, że, niestety, nie. W ogólnych warunkach ubezpieczenia (OWU) aż roi się od różnego rodzaju wyłączeń odpowiedzialności towarzystwa ubezpieczeniowego.
Np. pracownik banku zapewnia cię, że jeśli stracisz pracę, spłatę kredytu weźmie na siebie ubezpieczyciel. A naprawdę? Pieniądze dostaniesz, gdy zostaniesz zwolniony, ale już nie, jeśli skończy ci się umowa i szef jej nie przedłuży. Drobny niuans, ale mimo że jesteś bez pracy, sam będziesz musiał kredyt spłacić. Podobnie będzie, jeśli z pracy zostaniesz zwolniony dyscyplinarnie.
Ponadto polisy mogą obejmować tylko osoby zatrudnione na etacie na czas określony lub nieokreślony oraz osoby prowadzące jednoosobową działalność gospodarczą. A co z osobami, które mają dochody z innych źródeł, np. umowy zlecenie? Im banki też udzielają pożyczek. Jeżeli taka osoba nie przeczyta umowy, kupi produkt, który będzie dla niej bezwartościowy.
Kilka miesięcy temu w Wielkiej Brytanii proceder wciskania klientom bezwartościowych polis do kredytów skończył się miliardowymi odszkodowaniami. Tamtejszy nadzór finansowy uznał, że banki pobierały składki od klientów bezrobotnych, zagrożonych zwolnieniem lub pracującym na własnym rozrachunku, a więc osobom, którym to ubezpieczenie nie przysługiwało, a podrażało koszty kredytu. Część klientów nie zdawała sobie nawet sprawy z tego, że takie polisy im sprzedano. Być może i polski nadzór finansowy powinien przyjrzeć się temu zjawisku na naszym podwórku.
Nawet jeśli kwalifikujesz się do wypłaty odszkodowania, które w tym przypadku polega na płaceniu przez ubezpieczyciela kolejnych rat, nie oznacza to, że to koniec twoich problemów. Firma ubezpieczeniowa zastrzega, że będzie płacić np. maksymalnie przez sześć miesięcy lub rok. Potem musisz radzić sobie sam.
I jeszcze wskazówka dla wszystkich, którzy planują wziąć kredyt. Jeśli bank będzie proponował wcisnąć wam ubezpieczenie, zadajcie kilka prostych pytań: ile ono kosztuje, czy przy mojej formie zatrudnienia będę objęty ochroną ubezpieczeniową oraz jaki jest zakres tej ochrony, a więc w jakich sytuacjach wypłacą odszkodowania, a w jakich nie, jak długo można liczyć na pomoc w przypadku np. utraty pracy.
Wydłuż i połącz
No dobrze, a jeśli nie kupiłeś polisy lub okazuje się ona w twoim przypadku bezwartościowa? Co z długiem?