Możemy na nim odkładać od początku roku. Zachętą jest ulga podatkowa. Od podstawy opodatkowania w deklaracji PIT można odpisać do 4 proc. pensji brutto, ale nie więcej niż 4031 zł rocznie. Czyli osoba zarabiająca 2,5 tys. zł brutto może odłożyć miesięcznie 100 zł, a rocznie 1200 zł. Dzięki temu, rozliczając się z urzędem podatkowym, zaoszczędzi na podatku 216 zł. Zakładając, że będzie odkładać na emeryturę 30 lat, może zapłacić nawet o 10 tys. niższy podatek.
Instytucje finansowe liczą, że Polacy skuszeni ulgą podatkową masowo zaczną oszczędzać na starość. Wystarczy otworzyć konto w banku, towarzystwie funduszy inwestycyjnych lub emerytalnym, biurze maklerskim czy u ubezpieczyciela. Swoje oferty już pokazały Amplico, Aviva, ING, KBC, Pramerica i PZU.
Instytucje spodziewają się, że konta otworzy nawet 1,5 mln Polaków. W samym styczniu zrobiło to kilkadziesiąt tysięcy osób. To dopiero preludium. Najwięcej chętnych ma być pod koniec roku, kiedy ludzie w ostatniej chwili zaczną otwierać konta i wpłacać pieniądze, żeby skorzystać z ulgi podatkowej.
Warto? Do tej pory przedstawione oferty nie powalają na kolana. Jest drogo. Aviva na starcie bierze 8 proc. od każdej wpłaconej składki, a za zarządzanie - nawet 3,3 proc. rocznie od wszystkich zgromadzonych oszczędności. PZU Życie liczy sobie 4 proc. od składki i 2 proc. za zarządzanie. Amplico odpowiednio - 2,5 proc. i 2,5 proc.
Do tego otwarcie konta w niektórych firmach obwarowane jest innymi warunkami. Weźmy ubezpieczycieli. ING Życie sprzedaje IKZE jako dodatek do polis "Sposób na przyszłość". Na pierwszy rzut oka nie jest źle. Od wpłat na IKZE nie zapłacimy opłaty od składki i od 0,8 do 3,5 proc. rocznie za zarządzanie oszczędnościami w zależności od tego, jak chcemy, żeby były inwestowane.
Jednak oprócz pieniędzy odkładanych na emerytalnym koncie (minimum 50 zł miesięcznie) musimy jeszcze opłacić składkę inwestycyjną i na ochronę ubezpieczeniową. To 150 zł miesięcznie (50 zł na inwestycje, 50 zł na ochronę i 50 zł do podziału między jedno a drugie). I tych pieniędzy już od podatku nie odliczymy.
Policzmy. Na początek gołe IKZE. Załóżmy, że oszczędzać będziemy przez 30 lat, a nasze wynagrodzenie (czyli też wpłaty) będzie rosło co roku o 2 proc. Zaczynamy od 50 zł miesięcznie. Przez ten czas wpłacimy na konto 24,3 tys. zł i zapłacimy o 4,3 tys. zł niższy podatek. Ile zyskamy przy założeniu, że wybierzemy fundusze zrównoważony?
Po 30 latach na koncie będziemy mieli 32,4 tys. zł. Od tego musimy zapłacić jeszcze podatek dochodowy - 5,8 tys. zł przy 18-proc. stawce lub 10,4 tys. zł przy 32-proc. stawce. W optymistycznym scenariuszu zostanie nam 26,6 tys. zł, w pesymistycznym 22 tys. zł. Czyli w najgorszym wypadku możemy mieć o 2 tys. zł mniej, niż przez ten czas wpłaciliśmy.
To wyliczenia tylko dla IKZE. Pamiętajmy, że w tym czasie zapłacimy dodatkowo przynajmniej 24,3 tys. zł za ochronę ubezpieczeniową. Kolejne 49 tys. zł zostanie zainwestowane w ramach polisy "Sposób na przyszłość". Po odjęciu wszystkich opłat wyjmiemy z niej może 60 tys. zł.
Podliczmy: przez 30 lat wpłaciliśmy 97,6 tys. zł. Przy dobrych wiatrach po przejściu na emeryturę dostaniemy nieco ponad 81 tys. Oczywiście będziemy przez ten czas ubezpieczeni na życie. Może dlatego samo ING przyznaje, że to raczej oferta dla osób, które już mają polisę "Sposób na przyszłość" i chcą dodatkowo skorzystać z ulgi podatkowej przy IKZE.
Weźmy prostszy produkt. IKZE w powszechnym towarzystwie emerytalnym Amplico. Koszty - 2,5 proc. od składki. W miarę jak środki na koncie będą rosły, prowizja będzie spadać. Gdy na koncie będziemy mieli ponad 5 tys. zł, zaczniemy płacić 2 proc. od każdej składki, gdy ponad 10 tys. - 1,5 proc., a jak przeszło 15 tys. - 1 proc.
Gdy uzbieramy więcej niż 20 tys. zł, przestaniemy płacić jakąkolwiek opłatę od składki. Na ten moment będziemy musieli jednak długo czekać. Zakładając, że wpłacamy po 50 zł miesięcznie, z opłaty od składki zostaniemy zwolnieni po 26 latach oszczędzania. Jeżeli co miesiąc wyłożymy 100 zł, to po 13 latach.
Na tym nie koniec. Po odliczeniu opłaty od składki Amplico obciąży nas jeszcze kolejną: za zarządzanie. Jest ona stała i wynosi 2,5 proc. w skali roku. Dużo to? Mało? Porównajmy te opłaty z tymi pobieranymi przez Amplico od klientów swojego
OFE. Tam nie mogą być wyższe niż 3,5 proc. od składki i maksymalnie 0,54 proc. za zarządzanie rocznie.
Niby prowizja od składki jest większa w OFE, ale ma ona drugorzędny wpływ na wysokość naszych emerytalnych oszczędności. Kluczowa jest opłata za zarządzanie, bo potrącana jest od całych naszych oszczędności. Za IKZE Amplico liczy sobie aż pięciokrotnie więcej niż za OFE.
Ile możemy zarobić? Założenia te same, co w ING, tyle że odkładamy 100 zł miesięcznie. Nie musimy przecież płacić dodatkowych składek na ochronę ubezpieczeniową. Na konto wpłacimy przez 30 lat 48,7 tys. zł, a dzięki uldze zapłacimy o 10,3 tys. zł niższy podatek. Ile zyskamy przy bezpiecznym założeniu, że fundusz zarabiać będzie dla nas 5 proc. rocznie (OFE zarobiły w ostatnich 12 latach średnio 5,5 proc. rocznie)?
Po 30 latach oszczędzania na koncie będziemy mieli - uwzględniając wszystkie opłaty i prowizje - 68,9 tys. zł. Jeżeli chcemy dostawać emeryturę w równych ratach, wyjdzie 383 zł miesięcznie. Po odliczeniu 18-proc. podatku zostaje nam 314 zł dodatkowej emerytury.
Jeżeli pieniądze będziemy chcieli wypłacić w całości, podatek będziemy musieli zapłacić od razu. Przy 18-proc. stawce 12,4 tys. zł, a przy 32-proc. będzie to 22 tys. zł. W optymistycznym scenariuszu zostanie nam do wydania 56,5 tys. zł, w pesymistycznym 46,9 tys. zł.
W najgorszym wypadku dostaniemy do ręki o 1,8 tys. zł mniej, niż przez ten czas wpłaciliśmy. Marną pociechą będzie wtedy, że przez ten czas dzięki uldze podatkowej zapłaciliśmy o ponad 10 tys. zł niższy podatek. Niby wychodzi po jej uwzględnieniu, że do przodu jesteśmy o jakieś 9 tys., tyle, że to, co oszczędziliśmy na uldze, już wydaliśmy, a na emeryturze za coś trzeba żyć.