Kością niezgody jest klauzula uzależniająca oprocentowanie kredytu hipotecznego od decyzji zarządu
BRE Banku. Zbuntowani klienci, których było dwa lata temu ok. 20 tys. (do dziś jedna czwarta z nich podpisała ugody z bankiem), domagają się uznania zapisu za nieważny. Niektórzy toczą spory w sądach indywidualnie, inni w ramach złożonego w
Łodzi pozwu grupowego (z zeszłotygodniowego ogłoszenia w "Gazecie" wynika, że do grupy pozywających, liczącej prawie tysiąc osób, mogą dołączać nowi chętni).
Poznański radca prawny Tomasz Konieczny z kancelarii "Konieczny, Polak", zapowiada nowe pozwy. - Prowadzimy kilkadziesiąt spraw przeciwko BRE, które trafią do jednego z sądów rejonowych w Łodzi - mówi mec. Konieczny. Ma w ręku nowy argument - wygraną we wszystkich instancjach podobną sprawę z bankiem spółdzielczym w Barlinku.
Pod koniec 2011 r. Sąd Najwyższy potwierdził, że klauzula stosowana w umowach kredytowych przez bank w Barlinku, nieprecyzyjnie określająca oprocentowanie kredytu hipotecznego, jest niezgodna z prawem. Sąd Najwyższy nie przyjął nawet do rozpoznania skargi prawników banku.
- Sprawa ta ma kolosalne znaczenie nie tylko dla setek osób pokrzywdzonych polityką kredytową banku w Barlinku, ale też dla klientów starego portfela BRE, Banku Millennium, Raiffeisena i innych instytucji, które stosowały w swoich umowach kredytowych podobne klauzule zmiennego oprocentowania - twierdzi mec. Konieczny.
BRE Bank nie komentuje tych chełpliwych zapowiedzi, ale z nieoficjalnych ustaleń "Gazety" wynika, że na razie jego prawnicy nie mają się czego wstydzić w potyczkach sądowych z klientami. Na koncie mają jedną przegraną sprawę i kilkanaście wygranych (część nieprawomocnie).