Aż 1,14 mld zł wyniósł w zeszłym roku czysty zysk
BRE, trzeciej największej grupy bankowej w Polsce. Właściciel mBanku i Multibanku obsługuje już 3,36 mln klientów detalicznych, zwiększył też o 8,5 mld zł portfel kredytów oraz o 7 mld zł portfel depozytów.
- To najlepszy rok w historii banku - pochwalił się Cezary Stypułkowski, szef BRE. Ale od razu rozwiał wątpliwości: nie ma mowy, by z tego zysku choćby grosz dostał się w ręce akcjonariuszy. - W tym roku nie będzie dywidendy. Mamy w tej sprawie porozumienie z głównym akcjonariuszem, niemieckim Commerzbankiem - dodał Stypułkowski.
Nie może być inaczej, bo w porównaniu z innymi bankami BRE ma stosunkowo niski współczynnik kapitałów własnych najwyższej jakości (tzw. Core Tier 1). Na koniec zeszłego roku wynosi on 9,6 proc., przy zalecanym przez nadzór minimum na poziomie 9 proc. Ale dzięki zatrzymaniu zysków w banku wskaźnik najwyższego jakościowo kapitału wzrośnie do 11,3 proc. Dużą część kapitałów BRE stanowią pożyczki podporządkowane od Commerzbanku, które są uważane za kapitał niższej jakości od tego pochodzącego z emisji akcji bądź z wypracowanych zysków.
Wyższe, niż oczekiwali analitycy, zyski BRE sprawiają, że jest to jeszcze bardziej łakomy kąsek do przejęcia. Niemiecki Commerzbank co prawda zapewnił, że nie odda swojej polskiej perły w koronie, ale krążą wokół niego rekiny czujące krew. W trzecim kwartale bank ogłosił gigantyczną stratę - prawie 700 mln euro (wyniki za cały rok będą ogłoszone 23 lutego). Commerzbank chce zdobyć 6,3 mld euro dzięki zatrzymaniu zysków i wyjściu z ryzykownych inwestycji.
Europejski nadzór bankowy domaga się, by do końca czerwca Commerzbank znalazł co najmniej 5,3 mld euro dodatkowego kapitału. Jeśli mu się nie uda - pomoże niemiecki rząd, ale w zamian zapewne będzie wymagał ograniczenia inwestycji za granicą. Na to czekają konkurenci: z ust przedstawicieli
BNP Paribas można nieoficjalnie usłyszeć, że jeśli Commerzbank będzie musiał sprzedać BRE, to Francuzi chcą być pierwsi w kolejce - nawet w konsorcjum z jakimś polskim bankiem.
Z tego samego powodu co Commerzbank belgijska KBC musi odsprzedać udziały w Kredyt Banku. Po spieniężeniu Warty za 770 mln euro Belgowie nie są już pod ścianą i odrzucili ofertę hiszpańskiego Santandera. Ale według ostatnich doniesień Reutersa największy bank
strefy euro podwyższył swą propozycję i jest bliski zawarcia umowy. Według wartości giełdowej akcji Kredyt Bank jest wart jakieś 3,2 mld zł. - Santander podszlifował swoją ofertę i nie byłbym zaskoczony, gdyby umowa została podpisana w ciągu najbliższych dni - twierdzi źródło Reutersa. KBC oraz Santander odmówili agencji skomentowania tych wiadomości.
Trzecim kąskiem do połknięcia, poza BRE i Kredyt Bankiem, może być bank Millennium. Co prawda Portugalczycy z BCP Millennium wycofali się pod koniec zeszłego roku z planów sprzedaży polskiego banku, ale na rynku aż huczy od plotek, że sytuacja na rynku może zmusić ich do rewizji placów.
Niepokojąco wysoka staje się rentowność portugalskich obligacji (na początku lutego 10-letnie papiery "kosztowały" już 15,8 proc.). Jeśli wiarygodność finansowa kraju dalej będzie się pogarszać, także portugalskie banki będą miały kłopoty z pozyskiwaniem kapitału. I zabiorą się za znów do sprzedaży zagranicznych aktywów.