Polacy chorują na nieoszczędzanie. Jak się z tego wyleczyć?

Rozmawiał Maciej Bednarek
23.02.2012 , aktualizacja: 23.02.2012 15:33
A A A Drukuj
Jeśli chcę wcześniej wstawać, a budzik postawię przy łóżku, istnieje ryzyko, że odruchowo go wyłączę i z moich planów nic nie wyjdzie. Ale jeśli postawię go dalej, by go wyłączyć, będę musiał zrobić kilka kroków. To zwiększa szanse na pobudkę. Jeśli chodzi o długoterminowe oszczędzanie, odpowiednikiem budzika stojącego poza naszym zasięgiem mogą być produkty finansowe, które wymuszają - pod groźbą straty części pieniędzy - rezygnację z konsumpcji i dokonywanie regularnych wpłat - mówi dr hab. Tomasz Zaleśkiewicz ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej.
Polacy muszą sami oszczędzać na swoją przyszłość
Fot. Michael DeLeon
Polacy muszą sami oszczędzać na swoją przyszłość
Tomasz Zaleśkiewicz
Materiały prasowe
Tomasz Zaleśkiewicz
Maciej Bednarek: Nie odkładam pieniędzy, bo ledwo wiążę koniec z końcem - tak najczęściej tłumaczymy brak jakichkolwiek oszczędności. Co na to psycholog?

- To podejście czysto ekonomiczne - ludzie oszczędzają wtedy, kiedy mają z czego. W wielu badaniach spotykam się z taką opinią: Nie oszczędzam, bo wszystko muszę wydać na bieżącą konsumpcję. Ale czy rzeczywiście musimy wydać wszystko, co zarobiliśmy? Istnieje mit, który mówi, że oszczędzanie ma sens tylko wtedy, jeśli można odkładać większe kwoty. Ten mit żyje - nieważne, czy mówimy o odkładaniu na emeryturę, czy inwestowaniu na giełdzie. Ludzie mówią: Mógłbym odłożyć 50 zł miesięcznie, ale to nie ma żadnego sensu. Owszem, nie ma, jeśli oszczędza się rok czy dwa. Ale w perspektywie np. 30 lat jest jak najbardziej uzasadnione. Dlatego trzeba odkłamać ten mit.

Załóżmy, że obaliliśmy ten mit. Co robić, żeby regularne oszczędzanie weszło nam w krew, tak jak mycie zębów?

- Oszczędzanie wymaga od nas samokontroli. Jeżeli chcę częściowo zrezygnować z bieżącej konsumpcji, muszę się od tej konsumpcji powstrzymywać. To dokładnie taki sam problem jak w innych dziedzinach życia. Jeżeli chcę schudnąć, muszę mniej jeść. Niestety, ludzie mają kłopoty z włączeniem samokontroli. Musimy uruchomić coś dodatkowego, co nas do tego zmobilizuje.

Na przykład?

- Chcę wcześniej wstawać. Jeżeli budzik postawię przy łóżku, istnieje ryzyko, że odruchowo go wyłączę i z wcześniejszego wstawania nic nie wyjdzie. Ale jeśli postawię go gdzieś dalej, to żeby go wyłączyć, będę musiał się podnieść i zrobić kilka kroków do budzika. To zwiększa szanse na pobudkę. Jeśli chodzi o długoterminowe oszczędzanie, odpowiednikiem budzika stojącego poza naszym zasięgiem mogą być specjalne produkty finansowe, które wymuszają - pod groźbą straty części pieniędzy - rezygnację z konsumpcji i dokonywanie regularnych wpłat.

Niechęć do oszczędzania to polska czy ogólnoludzka specjalność?

- Z punktu widzenia psychologii wszyscy jesteśmy tacy sami. To typowe dla natury człowieka.

Ale w innych krajach ludzie chętniej oszczędzają. Pomijam tu fakt, że zarabiają więcej.

- To kwestia różnic kulturowych lub poziomu rozwoju gospodarczego. Historia wolnego rynku w Polsce jest bardzo krótka. Duża grupa osób, która dzisiaj szczególnie powinna oszczędzać, żyła w czasach, kiedy nie trzeba było o tym myśleć, bo emerytura była zagwarantowana.

Żeby się zmobilizować do regularnego oszczędzania, potrzebne są odpowiednie produkty. Ale czy Polacy wiedzą, w co inwestować, czy mają w czym wybierać? Czy to, co oferuje rynek, nie jest za drogie, zbyt skomplikowane?

- Polacy są słabo wyedukowani. Myślę, że dla przeciętnego Polaka nie ma dużej różnicy między funduszem, który inwestuje pieniądze na giełdzie i ponosi duże ryzyko, a indywidualnym kontem emerytalnym. Przeciętny człowiek postrzega wszystkie te produkty jako część systemu finansowego, który raz działa lepiej, raz gorzej.

Ludzie nie mają zaufania do instytucji finansowych. Dla wielu ludzi finansiści to po prostu złodzieje.

- Nasilenie takich opinii widać zwłaszcza po ostatnim kryzysie finansowym. Po głowie dostaje każdy, bez względu na to, czy na to zasłużył, czy nie. W konsekwencji to powoduje, że ludzie nie widzą różnicy między instytucją inwestującą agresywnie i ryzykowanie a produktem bezpiecznym. Ludziom brakuje rzetelnej wiedzy.

Kto powinien te braki edukacyjne uzupełnić?

- Przede wszystkim rynek finansowy - banki, fundusze inwestycyjne, firmy ubezpieczeniowe. Brak wiedzy, co pokazują badania, powoduje, że negatywnie oceniamy produkty finansowe, a więc trzymamy się od nich z daleka.

Dla dużej części Polaków najlepszym zabezpieczeniem na emeryturę nie jest np. program systematycznego oszczędzania, lecz posiadanie nieruchomości.

- Chodzi tu o komfort, jaki daje namacalne posiadanie czegoś. Jeśli słyszymy o kryzysie finansowym, o tym że jakiś bank gdzieś zbankrutował, ludzie mogą uważać, że powierzanie pieniędzy instytucjom finansowym nie jest do końca bezpieczne. Jeżeli mam dom, mieszkanie, ziemię, nikt, nawet kryzys finansowy mi tego nie odbierze. Ludzie wskazują, że dobrym zabezpieczeniem na emeryturę jest też złoto, biżuteria, a więc dobra namacalne - one dają poczucie bezpieczeństwa.

Czy na pytanie o najlepszy sposób zabezpieczenia się na emeryturę podobnie odpowiedzieliby np. Niemcy czy Francuzi?

- W tych krajach zdecydowanie większy odsetek ludzi odkłada pieniądze w produktach finansowych. Na pewno też większa jest wiedza ekonomiczna tych społeczeństw i zaufanie do instytucji finansowych. Pamiętajmy, że Niemcy czy Francuzi mają dłuższe doświadczenia z wolnym rynkiem. Ale wolnym rynkiem nie można wszystkiego wyjaśnić. Ciekawym przykładem jest Słowacja, a więc kraj o podobnej historii gospodarczej jak Polska. Tam jednak świadomość długoterminowego oszczędzania jest znacznie wyższa niż u nas.

Co trzeci Polak uważa, że do dodatkowego oszczędzania na emeryturę skłoniłyby go "korzystne parametry produktu emerytalnego". Od nowego roku rząd zafundował nam nowy produkt w ramach III filaru - IKZE, czyli indywidualne konta zabezpieczenia emerytalnego. Zachętą jest niewielka ulga, którą można odliczyć sobie od podatku. Ale podatek będzie trzeba zapłacić za kilkadziesiąt lat przy wypłacie pieniędzy z IKZE. Czy to rzeczywiście zachęta?

- Najbardziej efektywne są rozwiązania, które nie wymagają od nas podejmowania decyzji: "teraz rezygnuję z części przyjemności, co zaowocuje wyższą emeryturą za kilkadziesiąt lat". Dla większości z nas to abstrakcja. Dlatego dobrze sprawdzają się programy emerytalne popularne np. w Stanach Zjednoczonych, gdzie składki odprowadzane są automatycznie z pensji przez pracodawcę. Można je porównać do naszych pracowniczych programów emerytalnych. To dobre rozwiązanie z punktu widzenia psychologicznego, bo nie daje nam poczucia namacalnej straty.

Bardziej zachęcający będzie produkt, który szybciej przynosi jakieś korzyści. IKZE, które daje ulgę podatkową dzisiaj, powinno bardziej zachęcać niż działające od kilku lat indywidualne konta emerytalne, w których zachętą jest tylko brak podatku od zysków kapitałowych w momencie przechodzenia na emeryturę.

Już kilka firm ubezpieczeniowych, banków i funduszy inwestycyjnych pokazało swoje IKZE. Ale wszystkie są piekielnie drogie. Jest ryzyko, że całą ulgę zjedzą opłaty pobierane przez te firmy.

- Nie ma niestety w Polsce zachęt o charakterze systemowym. Produkty oszczędnościowe oferują firmy komercyjne, które muszą na tym zarabiać. Nie można od nich oczekiwać, że nagle zaczną prowadzić działalność charytatywną. Państwo, skoro już tworzy pewne ramy prawne dla funkcjonowania produktów finansowych, powinno mieć wpływ na wysokość kosztów.

Ale na tym jego rola się nie kończy. Ludzie oczekują - co podpowiada intuicja, ale też potwierdzają badania - bezpiecznych produktów. Państwo powinno stworzyć takie warunki, byśmy przede wszystkim czuli się bezpiecznie. Sama ulga tutaj nie wystarczy. Drogi i niezrozumiały produkt nie budzi zaufania. Ludzie w niego po prostu nie zainwestują.

dr hab. Tomasz Zaleśkiewicz jest profesorem i dziekanem wrocławskiego wydziału Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

Skomentuj:

Zaloguj się. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (12)

  • bystry_1

    Oceniono 1 raz 1

    Dobrze napisane systematyczne oszczędzanie nawet niewielkich kwot miesięcznie daje nam możliwość w późniejszej perspektywie zainwestować odłożone pieniądze. W dzisiejszych czasach jest tyle produktów finansowych, że każdy z nas znajdzie coś dla siebie. W moim przypadku przygoda rozpoczęła się tak jak już wcześniej napisałem. Co miesiąc odkładałem małe kwoty a po 10 latach oszczędności zacząłem inwestować na rynkach walutowych. To zdecydowane lepsze rozwiązanie niż lokowanie ich na kontach bankowych.

  • kurzyrozumek

    0

    W Polsce wielu ma jeszcze złe wspomnienia związane z oszczędzaniem.
    Jestem szczęśliwym posiadaczem książeczki mieszkaniowej z pełnym wkładem na mieszkanie 2 pokojowe. W latach 90 bank chciał mi wypłacić 340zł w zamian za skasowanie 16 lat co miesięcznego oszczędzania.
    Już tego nie powtórzę. Każda złotówka oddana państwu jest złotówką straconą

  • cleomenes

    Oceniono 4 razy -2

    Ból zmusi do leczenia, ale już będzie za późno. Dobrze będą mieli ci, którzy już teraz zrozumieli, że trzeba się zabierać za inwestowania i oszczędzanie.

    • ro.mano

      Oceniono 4 razy 0

      @cleomenes
      W tym kraju nie da się oszczędzać! oszczędzaj, oszczędzaj a za 15 lat kupisz za swoje oszczędności suchą bułkę.
      Żeby móc oszczędzać to musi być stabilizacja zarówno podatkowa jak i cenowa, w Polsce nigdy tego nie było i nie będzie bo rządzi stado baranów dbających jedynie o własne interesy!

  • wk_poz

    Oceniono 8 razy 4

    jak chcesz oszczędzać, to zanim wydasz na cokolwiek, odłóż te pieniądze (np 50, czy 100zł)....
    i dopiero resztę wydawaj na życie, rachunki itp.

    ludzie są biedni, bo mają za duże koszty.
    mają duże koszty, bo tak sobie zazwyczaj sami wybierają - za duże mieszkanie, za drogi samochód, żarówki setki, kosztowne gadżety elektroniczne....

    ilu ludzi w prosty sposób by się z tego wyplątało, np. zamieniając mieszkanie na mniejsze? albo podnajamując komuś pokój, albo sprzedając samochód i przesiadając się do tramwaju?
    sposobów jest mnóstwo - ale Polacy wolą zaciskać zęby.... i jedynego wyjścia upatrują w zwiększeniu dochodów (np. pracowaniu po godzinach), zamiast uprościć sobie życie, zmniejszając koszty.

    jeśli X to dochody, a Y to koszty....
    większość ludzi, gdy X jest mniejsze niż Y, stara się zwiększyć X - nadludzkim wysiłkiem....
    a czasem dużo prościej jest zmniejszyć Y, tak by doprowadzić do nadwyżki X

    • r0b0l

      Oceniono 4 razy 4

      @wk_poz
      perspektywa oszczędzania obywatela tego kraju, zarabiającego medianę: 1300-1500 netto, jest następująca:
      klep umiarkowana biedę, oszczędzaj na jedzeniu, luksusach, wydawaj wyłącznie na to co niezbędne i oglądaj każdą złotówkę z obu stron zanim wydasz.
      I oszczędzaj .

      Czyli żyj nędznie po to żeby sobie zapewnić przedłużenie wegetacji o ileś tam lat na starość.

      Inflacja, podatki, dymanie nas przez państwo... po chooj oszczędzać?
      już wolę pożyć lepiej a krócej

      Dziś żyjem jutro gnijem

      ps. ja odkładam bo mam na co i z czego. Ale większość nie ma
      ps2. mnie też państwo może wydymać. Za ostatnie oszczędności kupię wtedy kałacha

  • asd616

    Oceniono 14 razy 6

    - Belka
    - Lokaty ledwie kompensują inflację
    - IKE to żart
    - Stabilne fundusze są dalekie od stabilności
    I najważniejsze:
    - Polacy to biedny naród (60% Polaków żyje poniżej minimum socjalnego)

    Więc proszę, nie p******cie.

    • kurzyrozumek

      Oceniono 1 raz -1

      @asd616
      Lokaty nie kompensują inflacji.
      Jako leszczyk możesz oddać na 8% w skali rocznej, jeśli dysponujesz 200 tys zł dostaniesz 16,1% to znaczy ze inflacja jest powyżej 16%, co by się zgadzało patrząc na ceny nośników energii.

  • prawdziwy.nieuk

    Oceniono 15 razy 1

    Dajcie spokój z takimi artykułami. Ludzie zwyczajnie nie mają kasy i zaraz pojawią się takie komentarze.
    Naukowcy próbują sobie dorabiać teorie, bo za takie dyrdymały mają płacone.

    • Gość: krzysztof

      Oceniono 13 razy -3

      @prawdziwy.nieuk
      Najprościej jest powiedzieć ze dyrdymały a jeszcze prosciej powiedzieć ze nie ma kasy :) prawda jest taka, że łatwiej jest teraz odłożyć 200 zł bo ta kwota nie obniży aż tak standardu życia, niż żyć za kilkadziesiąt lat za 600 czy 800 zł. A Jeśli nie stać nas na odłożenie 200 zł miesięcznie to wydaje mi się ze powinno się rozglądać za inna pracą lub powiększyć swoje kwalifikacje zeby być bardziej atrakcyjnym dla swojego pracodawcy. Najprościej jest zwyczajnie narzekać

    • billy.the.kid

      Oceniono 6 razy -2

      @Gość: krzysztof
      a w domu poza tym krzysiu wszyscy zdrowi czego sobie i wam zyczę.

    • ro.mano

      Oceniono 2 razy 0

      @Gość: krzysztof
      Jeszcze w zeszłym roku lekarze narzekali że byle budowlaniec zarabia lepiej niż lekarz, jakoś nie słyszałem żeby jakiś lekarz sie przekwalifikował.
      Nawciskali ci kitu a ty ten kit powielasz, to nie Ameryka w której z stanu do stanu jest 100km, to nie Ameryka w której masz dostęp za niewielkie pieniądze do najnowszych technologi i to nie Ameryka w której większość przemysłu należy do Amerykanów a u nas? nawet banku Polskiego nie ma.
      Kiedyś był taki minister Krasicki sie nazywał, któremu na śniadanie starczały dwie kajzerki (to takie bułeczki malutkie) ten kit wciskał ciemnym Polakom a za dwa miesiące uciekł do Ameryki!
      Zejdź na ziemie i nie pieprz głupot!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Masz problem? Napisz do nas.

finanse(małpa)wyborcza.biz

Ranking lokat. Gdzie zarobisz?

Wśród banków mających najlepszą ofertę depozytową nie ma dużych banków