Kredyt dla studenta? Łatwo i szybko tylko w reklamach

Magdalena A. Olczak
02.06.2010 , aktualizacja: 02.06.2010 19:53
A A A Drukuj
Do naszej redakcji napisał Grzegorz, student UW, który żalił się, że Alior i Getin Bank odmówili mu udzielenia kredytu, chociaż miał zdolność kredytową i pozytywną historię w BIK. Czy tylko te banki nie lubią studentów? Wcieliłam się w żaka i ruszyłam do oddziałów.
Bank
Fot. iStock
Bank
- Chciałem wziąć 6 tys. zł kredytu gotówkowego. Za pomocą kalkulatorów dostępnych na stronach internetowych banków chciałem najpierw sprawdzić, czy mam zdolność kredytową na taki kredyt. Mimo że jestem jeszcze studentem, od czterech lat mam regularne dochody. Średni miesięczny z ostatnich 12 miesięcy to 4,1 tys. zł. Najniższy dochód miesięczny wyniósł 2,4 tys. zł, najwyższy 8,7 tys. zł - pisze Grzegorz.

Z bankowych kalkulatorów wynikało, że bez problemu dostanie kredyt. Najpierw, co zrozumiałe, poszedł do banku, w którym ma konto osobiste, czyli do Alior Banku. I tutaj zaczęły się schody. Na stronie internetowej bank podaje, że udziela pożyczek do 10 tys. zł bez zaświadczenia o dochodach i do 150 tys. zł bez poręczycieli. Ale w Aliorze Grzegorz odprawiony został z kwitkiem. I to bez podania powodu.

O przyczyny odmowy zapytaliśmy rzecznika banku, ale odpowiedzi nie otrzymaliśmy. Dowiedzieliśmy się tylko, że Alior Bank ma preferencyjną ofertę dla studentów, ale pożyczy im pieniądze jedynie w formie kredytu na karcie kredytowej lub debetu w koncie osobistym. Zawiedzionemu studentowi rzecznik banku doradził jednak złożenie reklamacji.

Grzegorz się nie poddał. Poszedł do Getin Banku. W sieci bank reklamuje swój kredyt gotówkowy pod hasłem "gdy jesteś w potrzebie" i obiecuje, że dostaniemy "prostą pożyczkę", czyli taką do 20 tys. zł na dowód, bez poręczycieli nawet na 4 lata. Tu już było lepiej, bo bank co prawda zgodził się udzielić kredytu, ale pod warunkiem, że Grzegorz przyprowadzi poręczyciela. Bank nie umiał wyjaśnić dlaczego w niektórych przypadkach wymagane jest poręczenie, a w innych nie.

Postanowiłam pójść za ciosem i sprawdzić jakie szanse na uzyskanie pożyczki miałby student w innych bankach. Czy rzeczywiście student traktowany jest przez banki jak klient drugiej kategorii? Wcieliłam się w studentkę i osobiście sprawdziłam studencką ofertę kilku losowo wybranych banków.

Przyjęłam, że chcę pożyczyć na wakacyjny wyjazd - tak jak nasz czytelnik - 6 tys. zł, które chcę spłacać przez 2 lata. Banki mogą nie chcieć udzielać kredytów osobom o niskich dochodach, dlatego w każdym odwiedzonym banku mówiłam, że miesięcznie zarabiam całkiem niemało - średnio 2,5 tys. zł. Średnio, bo moje zarobki - jak to studenta - są nieregularne. Zarabiam na umowę zlecenie.

Najpierw odwiedziłam ING Bank. I od razu humor mi się poprawił. Okazało się, że student pracujący na umowę zlecenie bez problemu otrzyma tam pożyczkę, nawet jeśli nie jest stałym klientem tego banku. Miesięczna rata z wliczonym ubezpieczeniem wyniosłaby mnie 325 zł. Gdybym miała konto w ING i wzięła kredyt bez ubezpieczenia, miesięcznie płaciłabym o prawie 25 zł mniej.

Mniej elastycznie było w banku Pekao. Tam, żeby dostać pożyczkę, trzeba było założyć konto. Chociaż bank na stronie internetowej informuje, że udziela pożyczki ekspresowej bez prowizji, ze wstępnej oferty jaką otrzymałam wynikało, że trzeba zapłacić aż 5 proc. prowizji, a więc maksymalną stawkę prowizji, jaką banki mogą pobierać. Trzeba więc zawsze uważać na marketingowe slogany. Być może pożyczkę bez prowizji w tym banku ktoś dostanie, ale nie student. Wysokość raty w Pekao wyniosłaby w sumie 318 zł.

Następny na celowniku był BNB Paribas Fortis. Tam student bez problemu dostałby pożyczkę, ale bank każe sobie za nią słono płacić. W najlepszym przypadku miesięczna rata wyniosłaby 331 zł, ale w najbardziej prawdopodobnym wariancie dla studenta już 351 zł. Pracownik banku wyjaśnił mi, że w przypadku studentów, bez umowy o pracę, bank proponuje najwyższe oprocentowanie z tabeli - 14,9 proc.

Banku BPH udziela wszelkich informacji o ofercie dopiero po podaniu danych osobowych i podpisaniu oświadczenia, w którym zgadzamy się na ich przetwarzanie. Ale i podpisanie tych formalności niewiele dało. Mimo pozytywnej historii w Biurze Informacji Kredytowej (BIK), bank odmówił przyznania pożyczki bez podania powodu. Pracownica oddziału nie potrafiła wytłumaczyć mi dlaczego tak się stało. Zapewniła, że to na pewno nie przez problem z historią kredytową czy brakiem zdolności kredytowej, bo wtedy wyświetliłby się stosowny komunikat. Być może w innej placówce tego samego banku dostałabym pożyczkę.

Poszłam też do Eurobanku. Po zapoznaniu się z warunkach udzielania pożyczek na stronie internetowej banku, odniosłam wrażenie, że kredyt dostanę od ręki. Bank zapewnia, że pożycza nawet na 5 lat bez poręczenia. Wystarczy tylko dowód osobisty i pozytywna historia w BIK. Ostatecznie bank i w tym przypadku odmówił udzielenia kredytu z uwagi na to, że zatrudnienie na umowę zlecenie jest krótsze niż rok.

W Lukas Banku też zostałam odprawiona z kwitkiem. Szansa na kredyt by była, ale gdybym miała konto w banku od co najmniej pół roku i przelewała na nie wynagrodzenie. Drugie wyjście - gdybym na umowę zlecenie pracowała trochę dłużej.

Banki, które odwiedziłam, wybierałam losowo, choć starałam się zajrzeć do tych, które na swoich stronach internetowych oferują "szybkie" i "łatwe" pożyczki. Wniosek? W Polsce dla większości banków studenci są wciąż klientami drugiej kategorii.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

Masz problem? Napisz do nas.

finanse(małpa)wyborcza.biz

Ranking lokat. Gdzie zarobisz?

Wśród banków mających najlepszą ofertę depozytową nie ma dużych banków