Invigo, wirtualny pośrednik kredytowy, jesienią chce zacząć współpracować z deweloperami. Dzięki temu klient jeszcze w biurze sprzedawcy dowie się, w którym banku dostanie kredyt, a reszty formalności dopełni doradca... przez telefon - dowiedziała się Wyborcza.biz
Masz problem z bankiem? Napisz do nas: finanse@wyborcza.biz
Invigo działa na rynku zaledwie kilka miesięcy. Chwali się, że udziela już pożyczek za 5 mln zł miesięcznie. To raptem pół przeciętnego kredytu hipotecznego dziennie. Ale wynik ma się podwoić, bo od niedawna Invigo współpracuje z siecią doradztwa finansowego Family Finance należącą do najbogatszego Polaka Jana Kulczyka. Mariaż na razie wyszedł na dobre obydwu spółkom. Invigo zyskało kolejny kanał dystrybucji, a Family Finance liczy na to, że dzięki hipotekom poprawi swoje wyniki.
Teraz klient, który zgłosi się do doradcy Family Finance i będzie chciał wziąć pożyczkę hipoteczną, od razu zostanie skontaktowany z doradcą direct z Invigo.
Jesienią spółka planuje rozpoczęcie współpracy z deweloperami. Klienci, kupując mieszkanie, zostaną przez pracownika biura sprzedaży poinformowani o dostępnej w Invigo ofercie kredytowej.
Doradcy finansowi od dawna starają się wkupić w łaski deweloperów. Jeszcze przed kryzysem więksi gracze mogli sobie pozwolić na utrzymanie przedstawiciela w biurze dewelopera. Kiedy gorączka mieszkaniowa opadła, kontakt z przedstawicielem Open Finance czy Expandera polega tylko na wręczeniu klientowi wizytówki z numerem telefonu do doradcy.
Jak działa Invigo? Dzięki stronie internetowej firmy klient sam porównuje oferty 18 banków. Gdy wybierze tę najlepszą, kontaktuje się z doradcą. Ten przez telefon opowie o szczegółach umowy z bankiem, podpowie, jakie dokumenty trzeba dostarczyć. Ale nie bankowi, tylko pracownikowi Invigo, który nie dość, że odbierze je od klienta, to jeszcze zawiezie do banku i będzie monitorował przyznawanie pożyczki. Klient spotka się z bankowcem dopiero w momencie podpisania umowy. Co ciekawe, Invigo stara się zachęcić do swoich usług w bardzo popularny ostatnio sposób - płacąc swoim klientom.
- Nie musimy utrzymywać oddziałów, mamy zdecydowanie niższe koszty pracy, więc podzielimy się naszą prowizją. Klient może dostać nawet do 3 tys. zł za wzięcie kredytu - zapewnia prezes spółki Łukasz Wojcieszak.