Problem dotyczył klientów, którym bank Millennium nalicza na kolejny, trzyletni okres składkę ubezpieczenia niskiego wkładu własnego. Chodzi o ubezpieczenie, które klienci muszą zwykle opłacać, gdy wkład własny do kredytu (uwzględniając już spłacone raty) nie przekracza 20 proc. Bank, wyliczając stawkę ubezpieczenia, posługiwał się niekorzystnym dla klientów wzorem, dwukrotnie naliczając im
spread walutowy.
Sprawę opisaliśmy w "Gazecie Wyborczej" oraz w gazetowym
blogu "Subiektywnie o finansach".
Część osób, którym bank naliczył podwójny spread, nie pogodziła się z wyrokiem i - mimo że nielogiczny wzór jest wpisany do regulaminu kredytów banku Millennium - złożyła reklamację. O dziwo, okazało się, że bank... zaczął uwzględniać złożone reklamacje!
Reklamacji musiało być coraz więcej, bo ostatnio otrzymaliśmy od jednej z czytelniczek informację o nieoczekiwanym zwrocie w polityce banku wobec klientów. Czytelniczka doniosła, iż w odpowiedzi na złożoną przez siebie reklamację dostała z banku następujący list: "Szanowna Pani, uprzejmie informuję, że składki, które będą pobierane od lipca 2010, są przeliczane według nowego wzoru z pominięciem kursów, czyli tak jak Pani podała. Ponieważ kredyt będzie przedłużany w sierpniu 2010 więc składka będzie naliczona po nowemu. Z poważaniem: Departament Bankowości Elektronicznej".
Bank ugiął się i zmienił skandaliczną praktykę. Szkoda, że dopiero pod presją składających masowo reklamacje klientów i wspomagających ich mediów.