Nie można nikogo zmusić do tego, by zainstalował w swoim sklepie czy zakładzie usługowym terminal i zamiast gotówki przyjmował karty bankowe. Bunt właściciela sklepu czy restauracji przeciw kartom wydaje się nawet zrozumiały, bo to on w największym stopniu utrzymuje agentów rozliczeniowych (firmy, które instalują terminale do akceptacji kart płatniczych i pośredniczą w rozliczeniach kartowych), organizacje płatnicze (np. Visa, MasterCard) i banki. Ułamek każdej transakcji dokonanej kartą trafia bowiem do kieszeni tych instytucji.
Czasy się jednak zmieniają. Coraz częściej zamiast gotówki wolimy nosić karty. Wielu sprzedawców wychodzi więc z założenia, że lepiej zapłacić ten "haracz", niż stracić klientów. Płacić można
kartami debetowymi, kredytowymi, przedpłaconymi. Okazuje się jednak, że niektóre rodzaje kart są gorsze. Tak przynajmniej uważają warszawscy restauratorzy, którzy akceptują karty, ale tylko kredytowe i tylko te wypukłe (mimo że wypukłych kart kredytowych jest przeważająca większość, warto wiedzieć, że banki wydają też płaskie kredytówki).
To może stawiać klientów w niezręcznej sytuacji. Co bowiem zrobić, jeśli musimy zapłacić rachunek za kolację, a okaże się, że nasza debetówka jest nieprzydatna? Trzeba szukać bankomatu, zostawiając w lokalu jakiś dokument lub znajomych w roli "zastawu". - Ta sytuacja jest bardzo niezdrowa, ponieważ jawnie dyskryminuje posiadaczy kart płaskich - czy to debetowych, czy kredytowych - pisze w liście do naszej redakcji pani Anna.
Z informacji od naszych czytelników wynika, że tylko kartą kredytową zapłacimy w tak popularnych w
Warszawie miejscach, jak: U Szwejka, w Kompanii Piwnej na Podwalu czy restauracjach Jeff's. Wszystkie wymienione restauracje należą do Artura Jarczyńskiego. Dlaczego w jego lokalach nie można zapłacić
kartą debetową?
- Takie mamy zasady. Nie przyjmujemy
kart debetowych, tak jak nie akceptujemy czeków, przelewów czy płatności w funtach brytyjskich - ucina ironicznie Jarczyński.
Tej polityki nie rozumieją nie tylko jego klienci, ale też osoby zawodowo związane z rynkiem kart płatniczych. Pierwszy trop do wyjaśnienia tej zagadki prowadził do wysokości prowizji. Być może prowizja za transakcje kartami debetowymi, jaką odprowadza restauracja, jest wyższa niż w przypadku kart kredytowych. Ale to błędny trop. - Praktycznie nie ma obiektywnych powodów, dlaczego akceptowane są tylko karty kredytowe. Prowizja może nawet być wyższa za płatności
kartami kredytowymi niż debetowymi - usłyszeliśmy od przedstawiciela organizacji płatniczej.
Czy można coś z tym zrobić? Okazuje się, że nie. Ani organizacja płatnicza, ani agent rozliczeniowy nie mają wpływu na to, jakie rodzaje kart będą przyjmować ich klienci.
- W stosowanych przez nas umowach nie ma zapisu, który nakłada na sprzedawców obowiązek akceptowania wszystkich rodzajów kart płatniczych. To często dobra wola sprzedawcy - wyjaśnia Katarzyna Jaworska z zespołu marketingu i PR firmy e-Service.