Za likwidację rachunku - 20 zł. Za zastrzeżenie karty - 25 zł. Za nieuzasadnioną reklamację - 45 zł. Takie prowizje bierze od klientów Bank Spółdzielczy w Słupcy. Czy to najbardziej pazerny bank w Polsce?
W ramach akcji "Gazety", demaskującej najdziwniejsze bankowe prowizje, opisaliśmy już m.in. 200-złotową prowizję za kwitek dla skarbówki, 110-złotową opłatę za 100-eurowy przelew z jednego polskiego banku do drugiego, 40-złotową opłatę "za administrowanie saldem zadłużenia", gdy zadłużenie ma wartość... 20 zł, 5-złotową prowizję za zlecenie przelewu z datą przyszłą. Ale wszelkie rekordy w dziwnych prowizjach pobił Bank Spółdzielczy w Słupcy.
Otóż ten bank pobiera od klientów prowizję za... wpływy na rachunek! Opłata dotyczy kont typu "Farmer", czyli ROR-ów prowadzonych przez bank dla okolicznych rolników. Pozornie nie jest wysoka, wynosi tylko 0,2 proc. od wpłacanej kwoty. Ale bank zastrzegł, że jej minimalny próg to... aż 4 zł! Przyznam, że czegoś takiego jeszcze nie widziałem. Prowizja naliczana od wysokości wpływu na rachunek bankowy!
Ale to niejedyna dziwna prowizja pobierana przez bank z Słupcy. Prowizja za założenie rachunku "Farmer" - 10 zł (dziś żaden szanujący się bank nie każe sobie płacić za założenie konta ani grosza). Za prowadzenie rachunku - 3 zł miesięcznie. Wspomniana wyżej prowizja od wpływów - od 4 do 40 zł (przy czym nie jest wyjaśnione, czy jest ona naliczana od średniego salda, czy też od każdego wpływu). Przelew na konto w obcym banku - 3 zł. Za likwidację rachunku - 20 zł. Za zlecenie stałe - 4 zł. Oczywiście bank bierze też pieniądze za zastrzeżenie karty (25 zł) oraz... za nieuzasadnioną reklamację - 45 zł. Dwie ostatnie klauzule są od dawna zakazane przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów.