Noa - najbardziej moralny bank zamknięty za oszustwa

Bartosz T. Wieliński
24.08.2010 , aktualizacja: 22.08.2010 22:46
A A A Drukuj
Miał być pierwszym bankiem świata, który nie spekuluje, finansuje ochronę środowiska i dzieli się zyskiem z klientami. W zeszłym tygodniu po niespełna roku działalności niemiecki bank Noa upadł, a klientów zostawił na lodzie.
Rozwój private bankingu jest zależny od zamożności społeczeństwa
Rys. Hanna Pyrzyńska
Rozwój private bankingu jest zależny od zamożności społeczeństwa
- Przegrałem ze skostniałym systemem. Myślałem, że będę jak Dawid walczący z Goliatem. Tymczasem załatwili mnie, jak bohatera z "Procesu" Kafki - napisał w swoim blogu założyciel Noa - Francois Jozic. Dosłownie kilka minut później niemiecki nadzór bankowy ogłosił, że zamyka jego przedsięwzięcie. Morał całej tej historii jest dość smutny i to nie tylko z powodu plajty. Krótki żywot Noa dowodzi, że w bankowości nie ma miejsca na "przyzwoitość" i "umiarkowanie". Tym bardziej że sam Jozic, choć tymi hasłami szermował, z premedytacją się im sprzeniewierzył.

Noa miał być globalnym przełomem. Jozic, z pochodzenia Belg, który od lat robił karierę w niemieckiej bankowości, zapewniał, że jego instytucja wyciągnęła wnioski ze światowego kryzysu. Dlatego Noa (nazwa kojarzy się biblijnym Noe, który uratował ludzkość przed potopem) miało być wolne od spekulacji. - To dla nas tabu. Finansujemy tylko realnych uczestników rynku - takie motto do dziś widnieje na stronie internetowej banku. Tuż obok cytat z Jozica: "Czy wiedzą państwo, co banki robią z waszymi pieniędzmi? Nie? To najwyższy czas to zmienić. Właśnie dlatego założyłem Noa".

W ofercie Noa nie było więc funduszy powierniczych ani certyfikatów. Były tylko konta i lokaty oraz kredyty. Jozic obiecywał, że każdy, kto powierzy mu pieniądze, będzie mógł wybrać, w co zostaną przez Noa zainwestowane. Można było np. zażyczyć sobie, by bank z pieniędzy klienta kredytował firmy zajmujące się ochroną środowiska, rolnictwem ekologicznym czy pozyskiwaniem energii z wiatru i słońca. Albo inwestować w kulturę. Wówczas Noa zobowiązywał się kredytować filmy, koncerty i wystawy. Można było nawet wybrać jeden z 16 landów, w których bank miał wspierać małe i średnie przedsiębiorstwa. Do tego oprocentowanie nawet lepsze, niż w klasycznych bankach - 2,2 proc. odsetek na koncie oszczędnościowym i 5,5 proc. na 5-letniej lokacie. - Zarabiasz i masz czyste sumienie - reklamował się bank. A Jozic w wywiadach opowiadał, że jego bank wraca do korzeni branży.

Pomysł alternatywnego banku wywołał za Odrą spore zainteresowanie. Gdy zaczął się kryzys, Niemcy postawili pod pręgierzem bankowców i menedżerów wielkich koncernów, twierdząc, że to ich chciwość i spekulacje doprowadziły gospodarkę do zapaści. Atmosfera w Niemczech, które rok temu dotknęła aż 6 proc. recesja, była tak napięta, że jeden z czołowych bankowców porównał ją do nagonki na Żydów w czasach rządów Hitlera. Idea Jozica miała wyplenić z bankowości jej wszystkie grzechy główne. Sam założyciel pozował zresztą do zdjęć bez garnituru i w staroświeckich okularach. Bardziej przypominał Zielonego, niż rekina finansjery.

Były to jednak tylko pozory. Okazało się, że z 300 mln euro, jakie ludzie powierzyli Jozicowi, ten przeznaczył na kredyty tylko 60 mln. Nie było więc na czym zarabiać, by płacić wyśrubowane odsetki od lokat. Co gorsza, ta i tak skromna suma kredytów wcale nie trafiła do firm z branż proekologicznych czy prospołecznych (z 10 mln przeznaczonych przez klientów na kulturę nie zainwestował ani centa). Lwia jej część zasiliła spółkę Quorum, którą Jozic założył dużo wcześniej, a potem przemianował na Noa Factoring. Quorum skupowało od innych firm wierzytelności i je ściągało. Jeśli wierzyć niemieckiej prasie, na żadną firmę z tej branży nie było tylu skarg, co na spółkę Jozica, której zarzucano nierzetelność. O tym jednak klienci nie wiedzieli. Nie wiedzieli też, że wbrew deklaracjom Jozic w najlepsze spekuluje ich pieniędzmi. Ani o tym, że bank od początku dysponował zbyt małym kapitałem własnym, by zgodnie z niemieckimi przepisami funkcjonować na rynku. W kwietniu nadzór bankowy zabronił Noa przyjmować pieniądze od nowych klientów i kazał zdobyć brakujące 7 mln euro. Jozic tego nie zrobił. A gdy główny kredytobiorca banku - Noa Factoring - w zeszłym tygodniu ogłosił upadłość, by uchronić bank przed niewypłacalnością, ostatecznie go zamknięto.

Co ciekawe, im głośniej robiło się o problemach Noa i niespełnionych obietnicach założyciela, tym ostrzej Jozic oskarżał "system" o spisek, który ma go wyeliminować z rynku. W swoim blogu połączonym ze stroną banku rozpoczął akcję zbierania podpisów pod petycją, w której domagał się więcej demokracji w świecie finansów. Odzew był jednak słabiutki. - Zachowywał się jak kompletny dyletant. Gdy nadzór bankowy przeprowadzał w Noa rutynową kontrolę, uznał to za osobisty atak na swoja osobę - pisze "Financial Times Deutschland".

Około 15 tys. osób uwiedzionych hasłem moralnego banku założyło w nim lokaty. Większość za kilka tygodni odzyska pieniądze. Ale tylko do kwoty 50 tys. euro. Według niemieckiego nadzoru finansowego ponad setka klientów ufała Jozicowi na tyle, że powierzyła mu sumy przewyższające tę kwotę. Interesy banku Noa i jego założyciela bada prokuratura w Düsseldorfie. Dostała już pierwsze zawiadomienia o przestępstwach i nadużyciach Jozica.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

Masz problem? Napisz do nas.

finanse(małpa)wyborcza.biz

Ranking lokat. Gdzie zarobisz?

Wśród banków mających najlepszą ofertę depozytową nie ma dużych banków