Od kilku tygodni prowadzimy w "Gazecie Wyborczej" oraz w internetowym serwisie Wyborcza.biz plebiscyt na najgłupszą, najdziwniejszą, najbardziej nietypową bankową prowizję. Ukazało się już pięć odcinków, ale listy od was z nowymi propozycjami wciąż nadchodzą.
Nadeszło sporo zgłoszeń od czytelników, które należy przypisać raczej do kategorii "sprytne" lub "pomysłowe" niż "głupie" lub "dziwne". Np. bank Citi Handlowy łapie w ciekawą pułapkę wszystkich, którzy nie zdążą spłacić na czas minimalnej części zadłużenia w karcie kredytowej. Atakuje ich w bardzo krótkim czasie nie jednym monitem, a od razu dwoma. Za każdy biorąc zresztą solidną prowizję.
Pan Jacek pisze do nas tak: "Citibank pobiera opłatę za monit listowny dla niespłaconego długu na karcie kredytowej. Jest to 25 zł. Niedużo, ale potrafi się z tego ubierać okrągła sumka, bo takich monitów panowie i panie z Citi potrafią wysłać np. cztery w miesiącu. Dosłownie ślą je co kilka dni! Listy nie są polecone, jeden nawet chyba kiedyś w ogóle do mnie nie dotarł. W momencie, kiedy opłaty za monity zwiększyły mój dług prawie dwukrotnie, wkurzyłem się i napisałem reklamację. Odpowiedzi oczywiście nie dostałem".
Napisał też pan Sebastian. "Do ogródka dziwnych opłat: Citi przy opóźnieniu spłaty na karcie kredytowej jednocześnie monituje listownie (25 zł opłaty), a zanim zdąży dojść list - monituje telefonicznie (kolejne 35 zł). I od razu 60 zł do przodu (nie licząc odsetek).
Jest też drugi pomysł banków na nabijanie sobie dochodów prowizyjnych. To opłata za... wypożyczenie z bankowego skarbca karty pojazdu, która często bywa przedmiotem zabezpieczenia kredytu samochodowego. Pisze pan Bartek: "VW Bank w umowie wymaga od klientów, aby informowali o każdej zmianie danych. W związku z powyższym żona po ślubie powiadomiła bank o zmianie nazwiska i adresu. Konieczne było przerejestrowanie auta, do czego potrzebna była karta pojazdu (znajduje się w VW Bank jako zabezpieczenie kredytu). Za wypożyczenie karty VW Bank nalicza sobie prowizję w wysokości 35 zł. Dla mnie trochę to dziwne, bo to bankowi powinno zależeć na tym, aby wszelkie dane były aktualne". Zależeć może i zależy, ale nie zaszkodzi klienta przy okazji nabić w prowizję.
Pan Krzysztof ma identyczną historię, tyle że z Santander Banku. „Po trzech miesiącach od zaciągnięcia kredytu potrzebowałem dokonać drobnej zmiany w dowodzie rejestracyjnym, potrzebna więc była karta pojazdu. Konieczne było zwrócenie się do banku na piśmie z »prośbą o wypożyczenie karty pojazdu «. Po dwóch tygodniach od zapłaty ostatniej raty otrzymałem z banku pismo z żądaniem spłaty zaległej kwoty 75 zł za wypożyczenie mojej karty pojazdu” - żali się pan Krzysztof. Pomysłowe? Niewątpliwie. Wziąć od klienta fant, a potem brać prowizję za jego wypożyczenie.
Na sprytny pomysł wpadli w PKO BP. Otóż pan Wojtek potrzebował zaświadczenia o stanie swojego zadłużenia z tytułu kredytu hipotecznego. Część kredytu spłacił z pieniędzy z zakładowej kasy pożyczkowej i musiał jej przedstawicielom przynieść zaświadczenie, iż pieniądze poszły na cel, na który pójść miały. Pan Wojtek poszedł do banku i poprosił o kwitek.
Pan Wojtek dowiedział się, że będzie kosztował 50 zł, chyba że "w zaświadczeniu miałaby być informacja o wysokości zadłużenia, to wtedy 300 zł". Słono. Jest też sprytny pomysł Banku Pekao, który pobiera 10 zł opłaty za "realizację tytułu wykonawczego oraz dokumentu mającego moc takiego tytułu". Czyli jeśli nie spłacicie jakiegoś kredytu w terminie, a komornik zajmie wasze konto w banku, ów bank - za to, że zrealizuje przelew na konto komornika - zainkasuje 10 zł, choć za zwykły przelew elektroniczny zwykle bierze 50 gr.